Jan Paweł II pozostawił po sobie dziedzictwo, które staje się przedmiotem coraz bardziej kompleksowych badań. Co więcej, stanowi ono źródło ożywczej inspiracji naukowej i duchowej. Edycja DZIEŁ ZEBRANYCH JANA PAWŁA II ułatwia badaczom dostęp do źródeł, a czytelnikom - sięganie do bogactwa myśli Papieża.
W tomie I znalazły się Encykliki papieskie. Encyklika to list ogólny kierowany przez papieżą do całego Kościoła i podejmujący w duchu Ewangelii i Tradycji aktualne problemy nurtujące wierzących. Jan Paweł II napisał 14 encyklik. Każda z nich - zawarta w I tomie DZIEŁ ZEBRANYCH JANA PAWŁA II - została poprzedzona wstępem, który ukazuje okoliczności jej powstania i główne wątki. Autorami wstępów są wybitni specjaliści z poszczególnych dziedzin papieskiego nauczania. Tom opatrzony jest także wstępem ,,Czternaście encyklik Jana Pawła II" autorstwa kardynała Josepha Ratzingera. Benedykt XVI przybliża strukturę nauczania, kluczowe tematy oraz linię przewodnią encyklik swojego ,,wielkiego Poprzednika Papieża Jana Pawła II".
| Od redakcji | 7 |
| Czternaście encyklik Jana Pawła II – kard. Joseph Ratzinger | 9 |
| Wstęp – ks. Paweł Ptasznik | 15 |
| Wstęp do encykliki Redemptor hominis – o. Jan Andrzej Kłoczowski OP | 21 |
| REDEMPTOR HOMINIS | |
| Rozdział I. DZIEDZICTWO | 27 |
| 1. U kresu drugiego tysiąclecia | 27 |
| 2. Pierwsze słowa nowego pontyfikatu | 27 |
| 3. W zawierzeniu Duchowi Prawdy i Miłości | 28 |
| 4. W nawiązaniu do pierwszej encykliki Pawła VI | 29 |
| 5. Kolegialność i apostolstwo | 30 |
| 6. Droga do zjednoczenia chrześcijan | 31 |
| Rozdział II. TAJEMNICA ODKUPIENIA | 33 |
| 7. W kręgu tajemnicy Chrystusa | 33 |
| 8. Odkupienie odnowionym stworzeniem | 34 |
| 9. Boski wymiar tajemnicy Odkupienia | 35 |
| 10. Ludzki wymiar tajemnicy Odkupienia | 36 |
| 11. Tajemnica Chrystusa u podstaw misji Kościoła i chrześcijaństwa | 37 |
| 12. Misja Kościoła a wolność człowieka | 38 |
| Rozdział III. CZŁOWIEK ODKUPIONY I JEGO SYTUACJA W ŚWIECIE WSPÓŁCZESNYM | 40 |
| 13. Chrystus zjednoczył się z każdym człowiekiem | 40 |
| 14. Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka | 41 |
| 15. Czego lęka się współczesny człowiek | 42 |
| 16. Postęp czy zagrożenie? | 44 |
| 17. Prawa człowieka: „litera” czy „duch” | 47 |
| Rozdział IV. POSŁANNICTWO KOŚCIOŁA I LOS CZŁOWIEKA | 51 |
| 18. Kościół przejęty powołaniem człowieka w Chrystusie | 51 |
| 19. Kościół odpowiedzialny za prawdę | 53 |
| 20. Eucharystia i pokuta | 55 |
| 21. Powołanie chrześcijańskie: służyć i królować | 58 |
| 22. Matka naszego zawierzenia | 60 |
| Wstęp do encykliki Dives in misericordia – ks. Andrzej Witko | 63 |
| DIVES IN MISERICORDIA | |
| Rozdział I. KTO MNIE WIDZI, WIDZI I OJCA | 69 |
| 1. Objawienie miłosierdzia | 69 |
| 2. Wcielenie miłosierdzia | 70 |
| Rozdział II. ORĘDZIE MESJAŃSKIE | 72 |
| 3. Kiedy Chrystus rozpoczął czynić i nauczać | 72 |
| Rozdział III. STARY TESTAMENT | 74 |
| 4. Pojęcie „miłosierdzie” | 74 |
| Rozdział IV. PRZYPOWIEŚĆ O SYNU MARNOTRAWNYM | 78 |
| 5. Analogia | 78 |
| 6. Szczególna koncentracja na godności człowieka | 80 |
| Rozdział V. MISTERIUM PASCHALNE | 82 |
| 7. Miłosierdzie objawione w Krzyżu i Zmartwychwstaniu | 82 |
| 8. Miłość potężniejsza niż śmierć – potężniejsza niż grzech | 84 |
| 9. Matka Miłosierdzia | 86 |
| Rozdział VI. „MIŁOSIERDZIE Z POKOLENIA NA POKOLENIE” | 88 |
| 10. naszego pokolenia | 88 |
| 11. Źródła niepokoju | 89 |
| 12. Czy sprawiedliwość wystarcza? | 90 |
| Rozdział VII. MIŁOSIERDZIE BOGA W POSŁANNICTWIE KOŚCIOŁA | 92 |
| 13. Kościół wyznaje miłosierdzie Boga i głosi je | 92 |
| 14. Kościół stara się czynić miłosierdzie | 94 |
| Rozdział VIII. MODLITWA KOŚCIOŁA NASZYCH CZASÓW | 98 |
| 15. Kościół odwołuje się do miłosierdzia Bożego | 98 |
| Wstęp do encykliki Laborem exercens – abp Tadeusz Gocłowski | 101 |
| LABOREM EXERCENS | |
| WPROWADZENIE | 107 |
| 1. O pracy ludzkiej w 90 lat po encyklice Rerum novarum | 107 |
| 2. W organicznym rozwoju działania i nauki społecznej Kościoła | 108 |
| 3. Problem pracy kluczem do kwestii społecznej | 110 |
| Rozdział I. PRACA A CZŁOWIEK | 111 |
| 4. W Księdze Rodzaju | 111 |
| 5. Praca w znaczeniu przedmiotowym. Technika | 112 |
| 6. Praca w znaczeniu podmiotowym. Człowiek-podmiot pracy | 113 |
| 7. Zagrożenie właściwego porządku wartości | 115 |
| 8. Solidarność ludzi pracy | 116 |
| 9. Praca – godność osoby | 117 |
| 10. Praca a społeczeństwo: rodzina, naród | 119 |
| Rozdział II. KONFLIKT PRACY I KAPITAŁU NA OBECNYM ETAPIE HISTORYCZNYM | 120 |
| 11. Wymiary konfliktu | 120 |
| 12. Pierwszeństwo pracy | 121 |
| 13. Ekonomizm i materializm | 123 |
| 14. Praca a własność | 124 |
| 15. Argument „personalistyczny” | 127 |
| Rozdział III. UPRAWNIENIA LUDZI PRACY | 128 |
| 16. W szerokim kontekście praw człowieka | 128 |
| 17. Pracodawca „pośredni” a „bezpośredni” | 129 |
| 18. Problem zatrudnienia | 130 |
| 19. Płaca i inne świadczenia społeczne | 131 |
| 20. Znaczenie związków zawodowych | 133 |
| 21. Godność pracy na roli | 135 |
| 22. Osoba upośledzona a praca | 136 |
| 23. Praca a problem emigracji | 137 |
| Rozdział IV. ELEMENTY DUCHOWOŚCI PRACY | 138 |
| 24. Szczególne zadanie Kościoła | 138 |
| 25. Praca jako uczestnictwo w dziele Stwórcy | 138 |
| 26. Chrystus – człowiek pracy | 140 |
| 27. Praca ludzka w świetle Chrystusowego Krzyża i Zmartwychwstania | 141 |
| Wstęp do encykliki Slavorum Apostoli – Aleksander Naumow | 145 |
| SLAVORUM APOSTOLI | |
| WPROWADZENIE | 151 |
| Rozdział I. RYS BIOGRAFICZNY | 153 |
| Rozdział II. ZWIASTUNOWIE EWANGELII | 156 |
| Rozdział III. ZAKŁADALI KOŚCIÓŁ BOŻY | 159 |
| Rozdział IV. KATOLICKI ZMYSŁ KOŚCIOŁA | 162 |
| Rozdział V. EWANGELIA I KULTURA | 165 |
| Rozdział VI. ROZLEGŁOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKIEGO MILENIUM SŁOWIAŃSZCZYZNY | 166 |
| ZAKOŃCZENIE | 169 |
| Wstęp do encykliki Dominum et Vivificantem – o. Zdzisław Kijas OFMConv | 173 |
| DOMINUM ET VIVIFICANTEM | |
| WSTĘP | 179 |
| Rozdział I. DUCH OJCA I SYNA DANY KOŚCIOŁOWI | 181 |
| 1. Obietnica i objawienie się Jezusa podczas wieczerzy paschalnej | 181 |
| 2. Ojciec, Syn i Duch Święty | 183 |
| 3. Zbawcze udzielanie się Boga w Duchu Świętym | 184 |
| 4. Mesjasz namaszczony Duchem Świętym | 185 |
| 5. Jezus z Nazaretu, „wyniesiony” w Duchu Świętym | 188 |
| 6. Chrystus zmartwychwstały mówi: „Weźmijcie Ducha Świętego!” | 189 |
| 7. Duch Święty a czas Kościoła | 191 |
| Rozdział II. DUCH, KTÓRY PRZEKONYWA ŚWIAT O GRZECHU | 194 |
| 1. Grzech, sprawiedliwość i sąd | 194 |
| 2. Świadectwo dnia Pięćdziesiątnicy | 196 |
| 3. Świadectwo początku: pierworodny wymiar grzechu | 198 |
| 4. Duch, który przea cierpienie w odkupieńczą miłość | 201 |
| 5. Krew, która oczyszcza sumienia | 204 |
| 6. Grzech przeciw Duchowi Świętemu | 207 |
| Rozdział III. DUCH, KTÓRY DAJE ŻYCIE | 210 |
| 1. Motyw Jubileuszu Dwutysiąclecia: Chrystus, który się począł z Ducha Świętego | 210 |
| 2. Motyw Jubileuszu: objawiła się łaska | 212 |
| 3. Duch Święty w immanentnym konflikcie z człowiekiem: ciało pożąda przeciwko duchowi, a duch przeciw ciału | 214 |
| 4. Duch Święty umacnia „człowieka wewnętrznego” | 217 |
| 5. Kościół – sakramentem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem | 220 |
| 6. Duch i Oblubienica mówią: „Przyjdź!” | 223 |
| ZAKOŃCZENIE | 226 |
| Wstęp do encykliki Redemptoris Mater – o. Stanisław Celestyn Napiórkowski OFMConv | 229 |
| REDEMPTORIS MATER | |
| WPROWADZENIE | 235 |
| Rozdział I. MARYJA W TAJEMNICY CHRYSTUSA | 239 |
| 1. Łaski pełna | 239 |
| 2. „Błogosławiona, która uwierzyła” | 242 |
| 3. Oto Matka Twoja | 248 |
| Rozdział II. BOGARODZICA POŚRODKU PIELGRZYMUJĄCEGO KOŚCIOŁA | 253 |
| 1. Kościół, Lud Boży – zakorzeniony wśród wszystkich narodów ziemi | 253 |
| 2. Pielgrzymowanie Kościoła a jedność wszystkich chrześcijan | 257 |
| 3. „Magnificat” pielgrzymującego Kościoła | 260 |
| Rozdział III. POŚREDNICTWO MACIERZYŃSKIE | 263 |
| 1. Maryja – służebnica Pańska | 263 |
| 2. Maryja – w życiu Kościoła i każdego chrześcijanina | 267 |
| 3. Znaczenie Roku Maryjnego | 271 |
| ZAKOŃCZENIE | 274 |
| Wstęp do encykliki Sollicitudo rei socialis – Jan Grosfeld | 277 |
| SOLLICITUDO REI SOCIALIS | |
| WPROWADZENIE | 283 |
| Rozdział I. NOWOŚĆ ENCYKLIKI POPULORUM PROGRESSIO | 285 |
| Rozdział II. PANORAMA ŚWIATA WSPÓŁCZESNEGO | 290 |
| Rozdział III. PRAWDZIWY ROZWÓJ LUDZKI | 301 |
| Rozdział IV. DOCZYTYWANIE AKTUALNYCH PROBLEMÓW W ŚWIETLE TEOLOGII | 309 |
| Rozdział V. NIEKTÓRE WSKAZANIA SZCZEGÓŁOWE | 315 |
| ZAKOŃCZENIE | 320 |
| Wstęp do encykliki Redemptoris missio – ks. Henryk Seweryniak | 325 |
| REDEMPTORIS MISSIO | |
| WPROWADZENIE | 333 |
| Rozdział I. JEZUS CHRYSTUS JEDYNYM ZBAWICIELEM | 336 |
| „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14,6) | 336 |
| Wiara w Chrystusa jest propozycją skierowaną do wolności człowieka | 338 |
| Kościół znakiem i narzędziem zbawienia | 339 |
| Zbawienie ofiarowane jest wszystkim ludziom | 339 |
| „Nie możemy nie mówić” (Dz 4,20) | 340 |
| Rozdział II. KRÓLESTWO BOŻE | 342 |
| Chrystus uobecnia Królestwo | 342 |
| Znamiona i wymogi Królestwa | 343 |
| Królestwo Boże wypełnia się i zostaje ogłoszone w Zmartwychwstałym Chrystusie | 344 |
| Królestwo w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła | 344 |
| Kościół w służbie Królestwa | 346 |
| Rozdział III. DUCH ŚWIĘTY GŁÓWNYM SPRAWCĄ MISJI | 347 |
| Rozesłanie „aż po krańce ziemi (Dz 1,8) | 347 |
| Duch kieruje misją | 348 |
| Duch Święty czyni misyjnym cały Kościół | 349 |
| Duch Święty jest obecny i działa w każdym czasie i miejscu | 350 |
| Działalność misyjna jest dopiero u początków | 351 |
| Rozdział IV. NIEZMIERZONE HORYZONTY MISJI WŚRÓD NARODÓW | 353 |
| Złożona i ulegająca przemianom sytuacja religijna | 353 |
| Misje ad gentes zachowują swą wartość | 354 |
| Do wszystkich narodów, pomimo trudności | 355 |
| Kręgi misji ad gentes | 356 |
| Wierność Chrystusowi i działanie na rzecz wolności człowieka | 359 |
| Zwrócić uwagę chrześcijan na Południe i Wschód | 359 |
| Rozdział V. MISYJNE DROGI | 361 |
| Pierwszą formą ewangelizacji jest świadectwo | 361 |
| Pierwsze przepowiadanie Chrystusa Zbawiciela | 362 |
| Nawrócenie i chrzest | 363 |
| Formowanie Kościołów lokalnych | 365 |
| „Kościelne wspólnoty podstawowe” siłą ewangelizacyjną | 366 |
| Wcielać Ewangelię w kultury narodów | 367 |
| Dialog zmi o innych przekonaniach religijnych | 369 |
| Popierać rozwój, wychowując sumienia | 371 |
| Miłość źródłem i sprawdzianem misji | 372 |
| Rozdział VI. OSOBY ODPOWIEDZIALNE ZA MISJE I PRACUJĄCE W DUSZPASTERSTWIE MISYJNYM | 374 |
| Osoby odpowiedzialne w pierwszym rzędzie za działalność misyjną | 375 |
| Misjonarze i instytuty ad gentes | 376 |
| Kapłani diecezjalni dla misji powszechnej | 377 |
| Misyjna owocność życia konsekrowanego | 378 |
| Wszyscy ludzie świeccy są misjonarzami na mocy chrztu świętego | 379 |
| Działalność katechistów i różnorodność posług | 380 |
| Kongregacja do spraw Ewangelizacji Narodów i inne instytucje zajmujące się działalnością misyjną | 381 |
| Rozdział VII. WSPÓŁPRACA W DZIAŁALNOŚCI MISYJNEJ | 383 |
| Modlitwy i ofiary w intencji misjonarzy | 383 |
| „Panie, oto ja, jestem gotowy! Poślij mnie!” | 384 |
| „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli wiu” | 384 |
| Nowe formy współpracy misyjnej | 385 |
| Ożywianie ducha misyjnego w Ludzie Bożym i jego formacja misyjna | 386 |
| Główna odpowiedzialność Papieskich Dzieł Misyjnych | 386 |
| Umieć nie tylko dawać, ale i przyjmować | 387 |
| Bóg przygotowuje nową wiosnę Ewangelii | 388 |
| Rozdział VIII. DUCHOWOŚĆ MISYJNA | 389 |
| Pozwolić się prowadzić Duchowi | 389 |
| Żyć tajemnicą Chrystusa „posłanego” | 389 |
| Miłować Kościół i ludzi, tak jak umiłował ich Jezus | 390 |
| Prawdziwy misjonarz to święty | 390 |
| ZAKOŃCZENIE | 392 |
| Wstęp do encykliki Centesimus annus – ks. Piotr Mazurkiewicz | 393 |
| CENTESIMUS ANNUS | |
| WPROWADZENIE | 399 |
| Rozdział I. ZNAMIENNE RYSY ENCYKLIKI RERUM NOVARUM | 401 |
| Rozdział II. KU „RZECZOM NOWYM” NASZYCH CZASÓW | 408 |
| Rozdział III. ROK 1989 | 415 |
| Rozdział IV. WŁASNOŚĆ PRYWATNA I POWSZECHNE PRZEZNACZENIE DÓBR | 421 |
| Rozdział V. PAŃSTWO I KULTURA | 433 |
| Rozdział VI. CZŁOWIEK JEST DROGĄ KOŚCIOŁA | 440 |
| Wstęp do encykliki Veritatis splendor – ks. Andrzej Szostek MIC | 447 |
| VERITATIS SPLENDOR | |
| WPROWADZENIE | 453 |
| Jezus Chrystus, prawdziwe światło, które oświeca każdego człowieka | 453 |
| Przedmiot niniejszej encykliki | 454 |
| Rozdział I. „NAUCZYCIELU, CO DOBREGO MAM CZYNIĆ?” (Mt 19,16) 457 Chrystus i odpowiedź na pytanie moralne | 457 |
| „A oto podszedł do Niego pewien człowiek” (Mt 19,16) | 457 |
| „Nauczycielu, co do mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?” (Mt 19,16) | 458 |
| „Jeden tylko jest D (Mt 19,17) | 458 |
| „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19,17) | 460 |
| „Jeśli chcesz być doskonały” (Mt 19,21) | 463 |
| „Przyjdź i chodź za Mną” ( Mt 19,21) | 465 |
| „U Boga wszystko jest możliwe” (Mt 19,26) | 466 |
| „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28,20) | 468 |
| Rozdział II. „NIE BIERZCIE WIĘC WZORU Z TEGO ŚWIATA” (Rz 12,2) | 471 |
| Kościół wobec niektórych tendencji współczesnej teologii moralnej | 471 |
| Nauczać tego, co jest zgodne ze zdrową doktryną (por. Tt 2,1) | 471 |
| „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32) | 473 |
| 1. Wolność a prawo | 475 |
| „Z drzewa poznania di zła nie wolno ci jeść” ( Rdz 2,17) | 475 |
| Bóg zechciał pozostawić człowieka „w ręku rady jego” (por. Syr 15,14) | 477 |
| Szczęśliwy mąż, który ma upodobanie w Prawie Pana (por. Ps 1,1-2) | 479 |
| „Treść Prawa wypisana jest w ich sercach” (Rz 2,15) | 481 |
| „Lecz od początku tak nie było” (Mt 19,8) | 484 |
| 2. Sumienie a prawda | 487 |
| Sanktuarium człowieka | 487 |
| Osąd sumienia | 488 |
| Poszukiwanie prawdy i d | 490 |
| 3. Wybór podstawowy i konkretne postępowanie | 492 |
| „Tylko nie bierzcie tej wolności jako zachęty do hołdowania ciału” (Ga 5,13) | 492 |
| Grzech śmiertelny i powszedni | 494 |
| 4. Akt moralny | 496 |
| Teologia i teologizm | 496 |
| Przedmiot świadomego aktu | 499 |
| „Zło wewnętrzne”: nie wolno czynić zła, aby uzyskać d(por. Rz 3,8) | 501 |
| Rozdział III. „BY NIE ZNIWECZYĆ CHRYSTUSOWEGO KRZYŻA” | 504 |
| Dmoralne w życiu Kościoła i świata | 504 |
| „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Ga 5,1) | 504 |
| Chodzić w światłości (por. 1 J 1,7) | 506 |
| Męczeństwo – najwyższe potwierdzenie nienaruszalnej świętości prawa Bożego | 507 |
| Powszechne i niezmienne normy moralne w służbie osoby i społeczeństwa | 510 |
| Moralność a odnowa życia społecznego i politycznego | 511 |
| Łaska i posłuszeństwo prawu Bożemu | 513 |
| Moralność a nowa ewangelizacja | 516 |
| Posługa teologów moralistów | 517 |
| Nasza odpowiedzialność jako pasterzy | 520 |
| ZAKOŃCZENIE | 523 |
| Maryja – Matka Miłosierdzia | 523 |
| Wstęp do encykliki Evangelium vitae – o. Jacek Salij OP | 527 |
| EVANGELIUM VITAE | |
| WPROWADZENIE | 533 |
| Nieporównywalna wartość ludzkiej osoby | 533 |
| Nowe zagrożenia życia ludzkiego | 534 |
| W jedności z wszystkimi biskupami świata | 535 |
| Rozdział I. KREW BRATA TWEGO GŁOŚNO WOŁA KU MNIE Z ZIEMI AKTUALNE ZAGROŻENIA ŻYCIA LUDZKIEGO | 537 |
| „Kain rzucił się na swegoa Abla i zabił go” (Rdz 4,8): u korzeni przemocy skierowanej przeciw życiu | 537 |
| „Cóżeś uczynił?” (Rdz 4,10): osłabienie wartości życia | 539 |
| „Czyż jestem stróżema mego?” (Rdz 4,9): wynaturzone pojęcie wolności | 544 |
| Gdzie leżą przyczyny tak paradoksalnej sprzeczności? | 545 |
| „Mam się ukrywać przed tobą” (Rdz 4,14): osłabienie wrażliwości na Boga i człowieka | 547 |
| „Przystąpiliście do pokropienia krwią” (por. 2,22.24): znaki nadziei i zachęta do działania | 550 |
| Rozdział II. PRZYSZEDŁEM, ABY MIELI ŻYCIE CHRZEŚCIJAŃSKIE ORĘDZIE O ŻYCIU | 554 |
| „Życie objawiło się. Myśmy je widzieli” (1 J 1,2): wpatrzeni w Chrystusa, „Słowo życia” | 554 |
| „Pan jest moją mocą i źródłem męstwa! Jemu zawdzięczam moje ocalenie” (Wj 15,2): życie jest zawsze d | 555 |
| „Przez wiarę w imię Jezusa temu człowiekowi ( ) imię to przywróciło siły” (Dz 3,16): doświadczając ułomności ludzkiej egzystencji, Jezus urzeczywistnia pełny sens życia | 556 |
| „Powołani ( ) by się stali na wzór u Jego Syna” (Rz 8,28-29): chwała Boża jaśnieje na obliczu człowieka | 557 |
| „Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki” (J 11,26): dar życia wiecznego | 559 |
| „Upomnę się ( ) u każdego o życiea” (Rdz 9,5): cześć i miłość wobec każdego ludzkiego życia | 561 |
| „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” (Rdz 1,28): odpowiedzialność człowieka za życie | 562 |
| „Ty bowiem utworzyłeś moje nerki” (Ps 139[138],13): godność dziecka jeszcze nie narodzonego | 564 |
| „Ufałem, nawet gdy mówiłem: «Jestem w wielkim ucisku»” (Ps 116[115],10): życie w starości i cierpieniu | 565 |
| „Wszyscy, którzy się go trzymają, żyć będą” (Ba 4,1): od Prawa nadanego na Synaju po dar Ducha Świętego | 567 |
| „Będą patrzeć na Tego, którego przebili” (J 19,37): na drzewie Krzyża wypełnia się Ewangelia życia | 568 |
| Rozdział III. NIE ZABIJAJ ŚWIĘTE PRAWO BOŻE | 570 |
| „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania” (Mt 19,17): Ewangelia i przykazanie | 570 |
| „Upomnę się ( ) u człowieka o życie człowieka” (Rdz 9,5): życie ludzkie jest święte i nienaruszalne | 571 |
| „Kiedy w ukryciu powstawałem, oczy Twoje już wtedy mnie widziały” (por. Ps 139[138],15-16): odrażająca nia przerywania ciąży | 574 |
| „Ja zabijam i Ja sam ożywiam” (Pwt 32,39): dramat eutanazji | 579 |
| „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Oz 5,29): prawo cywilne a prawo moralne | 583 |
| „Będziesz miłował ( ) swego bliźniego jak siebie samego” (Łk 10,27): „umacniaj” życie | 589 |
| Rozdział IV. MNIEŚCIE TO UCZYNILI O NOWĄ KULTURĘ ŻYCIA LUDZKIEGO | 591 |
| „Wy zaś jesteście ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła Jego potęgi” (por. 1 P 2,9): lud życia i dla życia | 591 |
| „Oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli” (1 J 1,3): głosić Ewangelię życia | 592 |
| „Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie” (Ps 139[138],14): wysławiać Ewangelię życia | 594 |
| „Jaki z tego pożytek,ia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?” (Jk 2,14): służyć Ewangelii życia | 596 |
| „Oto synowie są darem Pana, a owoc łona nagrodą” (Ps 127[126],3): rodzina jako „sanktuarium życia” | 600 |
| „Postępujcie jak dzieci światłości” (Ef 5,8): potrzeba głębokiej odnowy kultury | 602 |
| „Piszemy to w tym celu, aby nasza radość była pełna” (1 J 1,4): Ewangelia życia jest przeznaczona dla całej ludzkiej społeczności | 607 |
| ZAKOŃCZENIE | 608 |
| „Wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce” (Ap 12,1): macierzyństwo Maryi i Kościoła | 608 |
| „I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię” (Ap 12,4): życie zagrożone przez moce zła | 609 |
| „A śmierci już odtąd nie będzie” (Ap 21,4): blask Zmartwychwstania | 610 |
| Wstęp do encykliki Ut unum sint – abp Alfons Nossol | 613 |
| UT UNUM SINT | |
| WPROWADZENIE | 619 |
| Rozdział I. ZAANGAŻOWANIE EKUMENICZNE KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO | 622 |
| Zamysł Boży a komunia | 622 |
| Droga ekumenizmu drogą Kościoła | 623 |
| Odnowa i nawrócenie | 626 |
| Zasadnicze znaczenie doktryny | 627 |
| Prymat modlitwy | 629 |
| Dialog ekumeniczny | 632 |
| Lokalne struktury dialogu | 633 |
| Dialog jako rachunek sumienia | 634 |
| Dialog zmierzający do usunięcia rozbieżności | 635 |
| Współpraca praktyczna | 637 |
| Rozdział II. OWOCE DIALOGU | 638 |
| Odzyskaneerstwo | 638 |
| Solidarność w służbie ludzkości | 639 |
| Zbieżności w dziedzinie Słowa Bożego i liturgicznego kultu | 640 |
| Uznanie dla dstniejących u innych chrześcijan | 641 |
| Wzrost komunii | 641 |
| Dialog z Kościołami Wschodu | 642 |
| Ponowne nawiązanie kontaktów | 643 |
| Kościoły siostrzane | 645 |
| Postępy dialogu | 647 |
| Relacje ze starożytnymi Kościołami Wschodu | 648 |
| Dialog z innymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi na Zachodzie | 649 |
| Relacje eklezjalne | 652 |
| Praktyczne formy współpracy | 653 |
| Rozdział III. QUANTA EST NOBIS VIA? | 655 |
| Kontynuowanie i pogłębianie dialogu | 655 |
| Przyswojenie dotychczasowych osiągnięć | 656 |
| Kontynuacja ekumenizmu duchowego i dawanie świadectwa świętości | 657 |
| Wkład Kościoła katolickiego w dążenie do jedności chrześcijan | 659 |
| Posługa jedności Biskupa Rzymu | 659 |
| Komunia wszystkich Kościołów partykularnych z Kościołem Rzymu: nieodzowny warunek jedności | 663 |
| Pełna jedność a ewangelizacja | 663 |
| Adhortacja | 664 |
| Wstęp do encykliki Fides et ratio – ks. Tomasz Węcławski | 667 |
| FIDES ET RATIO | |
| WPROWADZENIE | |
| „POZNAJ SAMEGO SIEBIE” | 675 |
| Rozdział I. OBJAWIENIE MĄDROŚCI BOŻEJ | 680 |
| Jezus objawia Ojca | 680 |
| Rozum w obliczu tajemnicy | 682 |
| Rozdział II. CREDO UT INTELLEGAM | 686 |
| „Mądrość wie i rozumie wszystko” (Mdr 9,11) | 686 |
| „Nabywaj mądrości, nabywaj rozwagi” (Prz 4,5) | 688 |
| Rozdział III. INTELLEGO UT CREDAM | 691 |
| Na drodze poszukiwania prawdy | 691 |
| Różne oblicza ludzkiej prawdy | 693 |
| Rozdział IV. RELACJA MIĘDZY WIARĄ A ROZUMEM | 697 |
| Najważniejsze etapy spotkania między wiarą a rozumem | 697 |
| Nieprzemijająca nowość myśli św. Tomasza z Akwinu | 701 |
| Dramat rozdziału między wiarą a rozumem | 702 |
| Rozdział V. WYPOWIEDZI MAGISTERIUM KOŚCIOŁA W DZIEDZINIE FILOZOFII | 705 |
| Rozeznanie Magisterium jako diakonia prawdy | 705 |
| Zainteresowanie Kościoła filozofią | 710 |
| Rozdział VI. WZAJEMNE ODDZIAŁYWANIE TEOLOGII I FILOZOFII | 714 |
| Nauka wiary a wymogi rozumu filozoficznego | 714 |
| Różne typy refleksji filozoficznej | 719 |
| Rozdział VII. POTRZEBY I ZADANIA CHWILI OBECNEJ | 723 |
| Niezbywalne wymogi słowa Bożego | 723 |
| Aktualne zadania teologii | 730 |
| ZAKOŃCZENIE | 735 |
| Wstęp do encykliki Ecclesia de Eucharistia – ks. Łukasz Kamykowski | 739 |
| ECCLESIA DE EUCHARISTIA | |
| WPROWADZENIE | 745 |
| Rozdział I. TAJEMNICA WIARY | 750 |
| Rozdział II. EUCHARYSTIA BUDUJE KOŚCIÓŁ | 755 |
| Rozdział III. APOSTOLSKI CHARAKTER EUCHARYSTII I KOŚCIOŁA | 758 |
| Rozdział IV. EUCHARYSTIA A KOMUNIA KOŚCIELNA | 762 |
| Rozdział V. PIĘKNO CELEBRACJI EUCHARYSTYCZNEJ | 768 |
| Rozdział VI. W SZKOLE MARYI, „NIEWIASTY EUCHARYSTII” | 772 |
| ZAKOŃCZENIE | 775 |
| WYKAZ CHRONOLOGICZNY DOKUMENTÓW | 779 |
| WYKAZ SKRÓTÓW | 781 |
| INDEKS OSÓB, NAZW I POJĘĆ | 783 |
| INDEKS BIBLIJNY | 833 |
| INDEKS AUTORÓW I DZIEŁ CYTOWANYCH | 851 |
CZTERNAŚCIE ENCYKLIK JANA PAWŁA II Byłoby niedorzecznością sądzić, że na kilku stronach można omówić czternaście encyklik naszego Ojca Świętego. Aby zrozumieć strukturę całości nauczania, uchwycić węzłowe tematy oraz linię przewodnią encyklik, należałoby rozważyć szczegółowo każdą z nich. W jednym artykule można przedstawić najwyżej pewien ogólny i powierzchowny zarys problematyki. Wybór elementów, na które położyłem akcent, jest więc siłą rzeczy jednostronny i mógł być też inny. Kompletna ocena nauczania powinna nadto uwzględnić inne teksty papieskie; są to bowiem często teksty doniosłe i bez wątpienia należą do całości wypowiedzi doktrynalnych Ojca Świętego.
To powiedziawszy, możemy podzielić encykliki na kilka grup, według ich tematyki.
I tak, najpierw trzeba przypomnieć tryptyk trynitarny z lat 1979–1986. Obejmuje on encykliki: Redemptor hominis, Dives in misericordia i Dominum et Vivificantem. Dekada 1981–1991 to przede wszystkim trzy encykliki społeczne: Laborem exercens, Sollicitudo rei socialis, Centesimus annus. Następnie encykliki poświęcone problematyce eklezjologicznej: Slavorum Apostoli (1985), Redemptoris missio (1990), Ut unum sint (1995). Do eklezjologicznych możemy włączyć również ostatnią encyklikę Ecclesia de Eucharistia, a także, w pewnym sensie, maryjną encyklikę Redemptoris Mater (1987). Już w pierwszej encyklice Papież ściśle powiązał tematy dotyczące Kościoła-matki i Maryi – Matki Kościoła, wzbogacając je o problematykę historyczno-teologiczną i pneumatologiczną. „Proszę nade wszystko samą niebiańską Matkę Kościoła, aby raczyła na tej modlitwie nowego Adwentu ludzkości trwać z nami, którzy stanowimy Kościół, czyli Ciało Mistyczne Jej rodzonego Syna. Ufam, że poprzez taką modlitwę otrzymamy zstępującego na nas Ducha Świętego (por. Dz 1,8) i staniemy się świadkami Chrystusa «aż po krańce ziemi»” (Redemptor hominis, 22). W mariologii, według Papieża, spotykają się wszystkie wielkie tematy wiary. Nie ma encykliki, która nie kończyłaby się odniesieniem do Matki Pana. Wymieńmy wreszcie trzy wielkie teksty doktrynalne, które można zaliczyć do antropologicznych: Veritatis splendor (1993), Evangelium vitae (1995) i Fides et ratio (1998).
Pierwsza, najbardziej osobista, encyklika Redemptor hominis jest punktem wyjścia wszystkich pozostałych. Nietrudno byłoby wykazać, że już w niej Papież poruszył wszystkie później rozwinięte tematy. Temat prawdy i jej związku z wolnością potraktowany został na miarę jego wagi w świecie, który pragnie wolności, lecz traktuje prawdę jako roszczenie i przeciwieństwo wolności. W tym pierwszym wielkim tekście nauczania papieskiego ujawnia się też gorliwość ekumeniczna Jana Pawła II. To, co tak dobitnie uwydatnia encyklika eucharystyczna – Eucharystia i ofiara, ofiara i odkupienie, Eucharystia i pokuta – wszystko to w zalążku jest już obecne w Redemptor hominis. Płynie z niej również głośne wołanie do świata, zakaz – podstawowy temat Evangelium vitae – „nie zabijaj!” Jak już zauważyliśmy, z tematyką maryjną związane jest typowe dla Papieża ukierunkowanie chrześcijaństwa ku przyszłości. Więź Kościoła z Chrystusem nie jest, w oczach Ojca Świętego, przywiązaniem do przeszłości, patrzeniem wstecz, ale raczej więzią z Tym, który sam jest przyszłością, ofiaruje przyszłość i zaprasza Kościół do otwarcia się na nowe czasy wiary. Osobiste zaangażowanie, nadzieja oraz głębokie pragnienie, aby Pan zechciał nam ofiarować nową teraźniejszość wiary i pełni życia – nowe zesłanie Ducha Świętego – ujawniają się wyraźnie, gdy z serca Papieża płyną słowa: „Kościół naszej epoki z jeszcze większą zda się żarliwością, ze świętą natarczywością, powtarza: «Veni, Sancte Spiritus!». Przyjdź! Przybądź!” (Redemptor hominis,18).
Wszystkie powyższe tematy, które – jak już zauważyliśmy – stanowią zapowiedź późniejszego nauczania papieskiego, przenika jedna wspólna wizja. Powinniśmy przynajmniej postarać się uchwycić jej główną perspektywę. Podczas rekolekcji, które jeszcze jako kardynał i arcybiskup krakowski wygłosił w 1976 roku dla Pawła VI i Kurii Rzymskiej, Jan Paweł II mówił o tym, jak w pierwszych latach po drugiej wojnie światowej intelektualiści katoliccy w Polsce starali się – w konfrontacji z materializmem marksistowskim, który stał się wtedy oficjalną doktryną państwa – wykazać, że przypisywanie materii cech Absolutu jest błędem. Wnet jednak coś innego stało się zasadniczym przedmiotem dyskusji. Nie szło już bowiem o problem filozoficznych podstaw nauk przyrodniczych (aczkolwiek ta problematyka nadal jest ważna), lecz o antropologię. Pojawiła się kwestia: kim jest człowiek? Problem antropologiczny nie jest bynajmniej rozważaniem filozoficznym na temat człowieka, ale problemem natury egzystencjalnej. Kryje się za nim problem odkupienia. W jaki sposób może żyć człowiek? Kto zna odpowiedź na to tak konkretne pytanie? Co może wskazać nam, jak żyć: materializm, marksizm czy chrześcijaństwo? Problem antropologiczny jest problemem naukowym i filozoficznym, ale zarazem duszpasterskim. W jaki sposób możemy ukazać ludziom drogę, która wiedzie do życia, i przekonać również niewierzących, że ich pytania są też naszymi pytaniami oraz że – patrząc z perspektywy dylematów współczesnego człowieka, podobnie jak i człowieka żyjącego w czasach Chrystusa – św. Piotr miał rację, gdy mówił: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). Filozofia, troska duszpasterska i wiara Kościoła łączą się w owym niepokoju antropologicznym.
W pierwszej encyklice Jan Paweł II dokonał niejako syntezy doświadczeń zdobytych na drodze, którą przebył jako pasterz Kościoła i myśliciel naszych czasów. Encyklika ta koncentruje się na problemie człowieka. Wyrażenie: „człowiek jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła”, urosło prawie do rangi motta. Cytując te słowa, zbyt często zapomina się, że nieco wcześniej Papież napisał: „Jezus Chrystus jest zasadniczą drogą Kościoła. On sam jest naszą drogą «do domu Ojca» (por. J 14,1 nn.). Jest też drogą do każdego człowieka” (nr 13).
W rezultacie również powiedzenie Papieża, że „człowiek jest pierwszą drogą Kościoła”, kontynuuje myśl: „drogą, wyznaczoną przez samego Chrystusa, drogą, która nieodmiennie prowadzi przez Tajemnicę Wcielenia i Odkupienia” (nr 14). Według Papieża antropologia i chrystologia są nierozłączne. Właśnie w Chrystusie zostało objawione, kim jest człowiek i jaką drogą powinien pójść, aby znaleźć życie. Chrystus jest nie tylko obrazem ludzkiej egzystencji, przykładem, jak powinniśmy żyć, ale „w pewien sposób zjednoczył się z każdym człowiekiem”. Dosięga nas w głębi naszego wnętrza, u samych korzeni egzystencji, stając się w ten sposób – od wewnątrz – drogą człowieka. Chrystus przełamuje izolację „ja”. Jest rękojmią niezniszczalnej godności każdej istoty ludzkiej, a równocześnie przezwycięża indywidualizm przez tworzenie komunii, której człowiek pragnie całym swoim jestestwem.
Według Papieża antropocentryzm jest zarazem chrystocentryzmem, i na odwrót.
Przeciwstawiając się poglądowi, że człowieka można zrozumieć tylko wtedy, gdy punktem wyjścia uczynimy najbardziej pierwotne formy istnienia ludzkiego (czyli, by tak powiedzieć, zaczynając „od dołu”), Papież utrzymuje, że istotę człowieka możemy pojąć jedynie wówczas, gdy punktem wyjścia refleksji będzie człowiek doskonały. Z tej perspektywy możemy również zobaczyć drogę, którą musi on przebyć. W tym kontekście Jan Paweł II mógłby odwołać się do Teilharda de Chardin, który napisał: „Naukowe rozwiązanie problemu człowieka bynajmniej nie wynika tylko z badania skamielin, ale z uważnej obserwacji cech i możliwości człowieka dzisiejszego, które określą człowieka jutra”. Oczywiście, Papież znacznie wychodzi poza tę diagnozę. Tylko wtedy zrozumiemy ostatecznie, kim jest człowiek, gdy będziemy wpatrywać się w Tego, który w całej pełni urzeczywistnia naturę ludzką – obraz Boga, czyli w Tego, który jest Synem Bożym, Bogiem z Boga, Światłością ze Światłości. W ten sposób wewnętrznemu ukierunkowaniu pierwszej encykliki doskonale odpowiada fakt, że w dalszym rozwoju nauczania papieskiego utworzyła ona, wraz z dwoma innymi, tryptyk trynitarny. Problemu człowieka nie można oddzielić od problemu Boga. Teza Romano Guardiniego, że człowieka zna jedynie ten, kto zna Boga, znajduje wyraźne potwierdzenie w owym połączeniu antropologii z problemem Boga.
Spójrzmy jeszcze na dwie pozostałe części tryptyku trynitarnego. Temat Boga Ojca kryje się, by tak powiedzieć, przede wszystkim za tytułem Dives in misericordia. Można śmiało przyjąć, że impulsem do podjęcia tego tematu była dla Papieża pobożność zakonnicy z krakowskiego klasztoru, siostry Faustyny Kowalskiej, którą później wyniósł do chwały ołtarzy. Wielkim pragnieniem tej świętej kobiety było umieszczenie miłosierdzia Bożego w centrum wiary i życia chrześcijańskiego. Dzięki sile swego życia duchowego ukazała w pełnym świetle – i to właśnie w naszych czasach, które poznały okrucieństwo ideologii – nowość przesłania chrześcijańskiego. Wystarczy wspomnieć, że Seneka – myśliciel należący do starożytnego świata rzymskiego, a pod wieloma względami dość bliski chrześcijaństwu – powiedział kiedyś: „Współczucie jest słabością, chorobą”. Tysiąc lat później św. Bernard z Clairvaux sformułował zachwycające stwierdzenie w duchu Ojców Kościoła: „Bóg nie może cierpieć, ale może współczuć”. Uważam, że to wspaniale, iż encyklikę o Bogu Ojcu Papież napisał w perspektywie miłosierdzia Bożego. Jej pierwszy podtytuł brzmi: „Kto Mnie widzi, widzi i Ojca (por. J 14,9)”. Widzieć Chrystusa znaczy widzieć Boga miłosiernego. Warto nadmienić, że uwagi dotyczące starotestamentalnej terminologii biblijnej związanej z miłosierdziem Bożym zajmują w tej encyklice aż trzy strony. Jest w niej wyjaśnione znaczenie terminu rahamim. Pochodzi on od słowa rehem (łono matczyne) i przypisuje miłosierdziu Bożemu cechy miłości macierzyńskiej. Drugą doniosłą wartością tej encykliki jest głęboka interpretacja przypowieści o synu marnotrawnym, ukazującej wielkość i piękno obrazu Ojca. Dodam jeszcze kilka uwag odnośnie do encykliki o Duchu Świętym, w której pojawia się temat prawdy i sumienia. Według Papieża rzeczywistym darem Ducha Świętego jest „obdarowanie prawdą sumienia i obdarowanie pewnością Odkupienia” (Dominum et Vivificantem, 31).
U korzeni grzechu leży więc kłamstwo, odrzucenie prawdy: „Nieposłuszeństwo jako wymiar pierworodny grzechu człowieka oznacza odepchnięcie tego źródła [tj. prawa odwiecznego], aby samemu stawać się autonomicznym i wyłącznym źródłem stanowienia o tym, co dobre i złe” (nr 36). Już w tym widoczna jest z całą wyrazistością podstawowa perspektywa encykliki Veritatis splendor. Jest oczywiste, że Papież – właśnie w encyklice o Duchu Świętym – nie poprzestaje na ukazaniu zagrożeń bytu ludzkiego, lecz stawia diagnozę, aby wskazać sposób uzdrowienia. W procesie nawrócenia niepokój sumienia przemienia się w miłość, która leczy i potrafi cierpieć: „Dawcą tej mocy zbawczej jest Duch Święty...” Długo, może zbyt długo zatrzymałem się przy tryptyku trynitarnym. Zawiera on cały program następnych encyklik i wiąże go z wiarą w Boga. Niestety, pozostałym encyklikom będę mógł poświęcić tylko kilka ogólnikowych uwag.
W trzech wielkich encyklikach społecznych Papież zastosował swą myśl antropologiczną do problematyki społecznej naszych czasów. Podkreśla on w nich nadrzędność człowieka względem środków produkcji, pierwszeństwo pracy w stosunku do kapitału i prymat etyki nad techniką. Główną wartością jest godność człowieka, który zawsze jest celem, nigdy środkiem. W świetle tej prawdy – w krytycznej opozycji zarówno do marksizmu, jak i liberalizmu – rozpatrywane są ważne kwestie społeczne dzisiejszej doby.
Pogłębionego rozważenia wymagałyby encykliki eklezjologiczne. Jeśli encyklika Ecclesia de Eucharistia traktuje o Kościele „od wewnątrz” i „od góry” i w ten sposób ukazuje jego rolę w tworzeniu komunii, a encyklika Redemptoris Mater rozpatruje prefigurację Kościoła w Maryi i tajemnicę Jej macierzyństwa, pozostałe trzy encykliki z tej grupy dotyczą dwóch wielkich dziedzin relacji, w których żyje Kościół.
Pierwszą z nich jest dialog ekumeniczny. Papież z całą gorliwością swego zaangażowania ekumenicznego wprowadza tę dziedzinę do świadomości Kościoła poprzez encyklikę Ut unum sint. Dialog ekumeniczny rozumiany jest tutaj jako zabieganie o jedność osób ochrzczonych, stosownie do przykazania Bożego i według wewnętrznej logiki wiary, którą Bóg ofiarował światu jako czynnik jednoczący. Szczególnie pięknym tekstem ekumenicznym jest encyklika Slavorum Apostoli. Z jednej strony tekst ten wpisuje się w relacje pomiędzy Wschodem i Zachodem, z drugiej – ukazuje związki wiary z kulturą. Wskazuje na możliwość tworzenia kultury płynącej z takiej wiary, która docierając do własnej głębi, doświadcza nowego wymiaru jedności. Druga dziedzina dotyczy relacji z wyznawcami religii niechrześcijańskich lub z niewierzącymi. Chodzi o to, aby głosić im Jezusa, o którym Piotr powiedział do faryzeuszy: „Nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4,12). W encyklice tej Papież wyjaśnia związek pomiędzy dialogiem i głoszeniem Ewangelii. Wykazuje, że posłannictwo – głoszenie Chrystusa wszystkim, którzy Go nie znają – zawsze pozostaje obowiązkiem, ponieważ każdy człowiek w swym sercu oczekuje Tego, w którym Bóg i człowiek są jednym; Tego, który jest „Odkupicielem człowieka”.
Przejdźmy wreszcie do trzech wielkich encyklik, które rozwijają problematykę antropologiczną w różnych aspektach. Veritatis splendor zajmuje się nie tylko kryzysem teologii moralnej w Kościele, lecz włącza się w światową debatę nad etosem, który stał się dziś sprawą życia i śmierci ludzkości. Jeszcze przed II Soborem Watykańskim zrodził się zdecydowany sprzeciw wobec pewnego typu teologii moralnej, która w XIX wieku w coraz bardziej niepokojący sposób sprowadzała się do kazuistyki. Należało więc na nowo przemyśleć chrześcijańską doktrynę moralną, rozpatrując ją w szerokiej perspektywie pozytywnej, obierając za punkt wyjścia istotę wiary, a nie traktować jej jako szereg zakazów. Głównymi myślami przewodnimi stały się naśladowanie Chrystusa i zasada miłości, z których organicznie wyłoniło się szczegółowe nauczanie moralne. Chęć szukania natchnienia w wierze – postrzeganej jako nowe światło, w którym doktryna moralna staje się przejrzysta – spowodowała odejście od prawno-naturalnej wizji moralności na rzecz systemu o charakterze biblijnym i historiozbawczym. II Sobór Watykański potwierdził i poparł tego rodzaju podejście. Jednakże w obliczu konkretnych wyzwań epoki próba skonstruowania teorii moralnej o charakterze czysto biblijnym okazała się daremna. W teologii moralnej bowiem droga czystego biblicyzmu nie jest możliwa. Tak więc, po krótkim okresie prób nadania teologii moralnej charakteru biblijnego, nadspodziewanie szybko pojawiły się próby czysto racjonalnego wyjaśniania etosu. Jednak droga powrotu do myśli prawno-naturalnej okazała się zamknięta. Pod wpływem nurtu antymetafizycznego, który być może odegrał już pewną rolę w próbach podejmowanych w okresie biblicyzmu, wydawało się, że prawo naturalne jest wzorcem myślenia przedawnionym i obecnie niemożliwym do realizacji. Odwołano się więc do pozytywistycznego racjonalizmu, który nie uznaje dobra jako takiego. Jeden z ówczesnych teologów moralistów mówił: „Dobro to zawsze tylko coś lepszego od...” Kryterium oceny moralnej pozostawała kalkulacja skutków. Zważywszy na przewidywane konsekwencje, moralne jest to, co wydaje się najbardziej pozytywne. Konsekwencjonalizm nie zawsze stosowany był równie radykalnie. Ostatecznie jednak prowadzi on do konstrukcji myślowej, w której moralność zanika, albowiem dobro jako takie nie istnieje. Wobec tego typu rozumowania nawet Biblia nie ma już nic do powiedzenia. Może ona dostarczać motywacji działania, ale nie jego treści. Jeśli jednak tak się rzeczy mają, to chrześcijaństwo jako „droga” – a nią właśnie powinno i chciałoby być – traci jakiekolwiek znaczenie, i jeśli wcześniej przesunięto akcent z ortodoksji na „orto-praksję” (jakby szukając w niej schronienia), teraz owa „ortopraksja” stała się tragiczną ironią; w rzeczywistości bowiem coś takiego nie istnieje.
Przeciwstawiając się takiemu podejściu, Papież ponownie uznał – i to w sposób niezwykle stanowczy – słuszność perspektywy metafizycznej. Ostatecznie bowiem jest ona konsekwencją wiary w stworzenie. Raz jeszcze opierając się na fundamencie tej wiary, Papież zdołał połączyć i zjednoczyć antropocentryzm z teocentryzmem: „Rozum czerpie swoją prawdę i autorytet z prawa odwiecznego, które nie jest niczym innym jak samą Mądrością Bożą (...). Prawo naturalne bowiem (...) nie jest niczym innym jak światłem rozumu wlanym nam przez Boga” (Veritatis splendor, 40). Właśnie dzięki temu, że w oparciu o wiarę w akt stwórczy Papież opowiedział się za metafizyką, mógł on zrozumieć Biblię jako współczesne nam Słowo oraz powiązać metafizyczną koncepcję etosu z koncepcją biblijną. Prawdziwą perłą tej encykliki – mającą wartość zarówno filozoficzną, jak i teologiczną – jest wspaniały fragment o męczeństwie. Jeśli nie ma już niczego, za co warto umrzeć, wtedy także życie staje się puste. Tylko wówczas, gdy istnieje dobro absolutne, dla którego warto poświęcić życie, i gdy wieczne zło nie stanie się nigdy dobrem, człowiek zostaje utwierdzony w swej godności i wszyscy możemy czuć się bezpieczni w obliczu dyktatur różnych ideologii.
Są to sprawy zasadnicze, również jeśli chodzi o encyklikę Evangelium vitae. Została ona napisana na gorącą prośbę biskupów całego świata, ale jest też wyrazem gorliwego zabiegania Papieża o uznanie absolutnej godności życia ludzkiego. Gdy traktuje się życie ludzkie tylko jako rzeczywistość biologiczną, staje się ono przedmiotem kalkulacji przewidywalnych skutków działania. Papież jednak, w jedności z wiarą Kościoła, widzi w każdym człowieku – małym czy wielkim, słabym czy mocnym, użytecznym bądź pozornie nieużytecznym – obraz Boga. Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, umarł za każdego człowieka. Fakt ten nadaje każdemu człowiekowi wartość nieskończoną i absolutnie nienaruszalną godność. Właśnie dlatego, że człowiek nie sprowadza się do samej sfery bios, również jego życie biologiczne staje się nieskończenie cenne. Ponieważ obdarzone jest godnością Bożą, nikomu nie wolno nim dysponować. Żadne cele – nawet jeśli wydają się szlachetne – nie usprawiedliwiają przeprowadzania eksperymentów na człowieku. Po wszystkich straszliwych nadużyciach, jakie popełniono w stosunku do człowieka – jakkolwiek ich motywacje mogły wydawać się moralnie wzniosłe – taka wypowiedź była i jest konieczna.
Wynika zatem jasno, że wiara jest ratunkiem dla ludzkości. W aktualnej sytuacji ignorancji metafizycznej, która prowadzi zarazem do zaniku moralności, wiara okazuje się tym elementem, który niesie ocalenie. Papież, jako rzecznik wiary, broni człowieka przed moralnością pozorną, która grozi jego zniszczeniem.
Przejdźmy wreszcie do wielkiej encykliki o wierze i filozofii – Fides et ratio. Problematyka prawdy, która obecna jest w całym nauczaniu Ojca Świętego, została tu ukazana w pełni dramatyzmu. Twierdzenie, że prawdę można poznać, albo głoszenie orędzia chrześcijańskiego jako uznanej prawdy postrzegane jest dziś często jako zamach na tolerancję i pluralizm.
„Prawda” staje się wręcz słowem zakazanym. Lecz właśnie tu, raz jeszcze, chodzi o godność człowieka. Jeśli człowiek nie jest zdolny do poznania prawdy, to wszystko, co myśli i co czyni, jest czystą konwencją, wyłącznie „tradycją”. Nie pozostaje mu wtedy nic innego, jak kalkulacja skutków działania. Któż jednak może rzeczywiście ogarnąć spojrzeniem wszelkie konsekwencje ludzkich działań? Jeśli tak się rzeczy mają, to wszystkie religie są tylko tradycjami, a głoszenie wiary chrześcijańskiej zakrawa na swego rodzaju kolonializm i imperializm. Kerygmat chrześcijański tylko wtedy nie jest sprzeczny z godnością człowieka, kiedy wiara jest prawdą; wówczas bowiem nie krzywdzi ona nikogo, przeciwnie, jest dobrem, które winniśmy sobie wzajemnie ofiarowywać. Wielkie osiągnięcia nauk przyrodniczych i techniki spowodowały, że rozum ludzki stracił odwagę w obliczu wielkich pytań o Boga, śmierć, wieczność, życie moralne. Pozytywizm, niczym katarakta, przysłonił wewnętrzne spojrzenie człowieka. Jeśli jednak spycha się te pytania – koniec końców decydujące o naszym życiu – w dziedzinę samej podmiotowości, a w ostatecznym rozrachunku w sferę dowolności, oznacza to, że staliśmy się ślepi na to, co stanowi istotę człowieka.
Papież, wychodząc od perspektywy wiary, wymaga od rozumu odwagi w uznaniu rzeczywistości podstawowych. Jeśli wiara nie żyje w świetle rozumu, popada w czysty tradycjonalizm, a tym samym przypieczętowuje swą radykalną arbitralność. Wiara potrzebuje odwagi rozumu. Wiara nie sprzeciwia się rozumowi, lecz pobudza go, aby własnymi siłami mierzył się z wielkimi celami, do jakich został stworzony. Sapere aude! Kant zawarł w tym haśle naturę Oświecenia. Można powiedzieć, że Papież w nowy sposób apeluje do rozumu, zalęknionego w sprawach metafizyki: sapere aude! Wymagaj od siebie wielkich rzeczy! Do tego bowiem jesteś przeznaczony. Wiara nie zamierza uciszać rozumu – twierdzi Papież – ale pragnie usunąć kataraktę, która w ogromnej mierze przesłania rozumowi wielkie pytania ludzkości. Jeszcze raz można się przekonać, że wiara chroni człowieka w jego człowieczeństwie. Josef Pieper powiedział kiedyś, że „w końcowym okresie dziejów, pod panowaniem sofistyki i skażonej pseudofilozofii, prawdziwa filozofia będzie mogła zespolić się z teologią w pierwotnej jedności”. W ten sposób na końcu czasów „tylko ci, którzy wierzą, będą mogli widzieć ze zrozumieniem źródło wszystkich rzeczy i ostateczny sens istnienia, czyli właściwy przedmiot filozofii”.
O ile możemy to wiedzieć, nie jesteśmy u kresu dziejów. Jednakże grozi nam niebezpieczeństwo nieuznania prawdziwej wielkości rozumu. Papież słusznie uważa, że zadaniem wiary jest pobudzanie rozumu do nowej odwagi w poznawaniu prawdy. Wiara bez rozumu ginie. Rozum bez wiary narażony jest na wyjałowienie. Tu chodzi o człowieka. Aby człowiek mógł być odkupiony, potrzebny jest Odkupiciel. Potrzebujemy Chrystusa, Człowieka, który w jednej osobie jest człowiekiem i Bogiem – „nierozdzielnie i bez pomieszania natur”. Jest nam potrzebny Redemptor hominis.
kard. Joseph Ratzinger
„L’Osservatore Romano” nr 9(256)/2003
WSTĘP W jednym z licznych przesłań kondolencyjnych, jakie dotarły do Watykanu po śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II, było takie zdanie: „Zaczęliśmy Cię słuchać, kiedy przestałeś mówić”. Z pewnością wielu było na świecie tych, którzy słuchali Papieża, gdy jeszcze przemawiał mocnym głosem. Niemniej wydaje się, iż rzeczywiście świadectwo pogodnego cierpienia, a potem pełnej pokoju śmierci, wywołało w naszych umysłach i sercach pragnienie, by powracać do nauczania Jana Pawła II i zgłębiać to, co w ciągu ponad dwudziestu sześciu lat pontyfikatu przekazywał Kościołowi i światu. Wraz z tym pragnieniem, wyrażanym na różne sposoby, pojawiła się potrzeba udostępnienia pism i wypowiedzi polskiego Papieża tym, którzy pragną zgłębiać Jego magisterium. Z radością zatem przyjmujemy inicjatywy różnych wydawnictw, które podejmują trud publikacji Jego twórczości.
Krakowskie Wydawnictwo M postawiło sobie ambitne zadanie wydania opera omnia Jana Pawła II. Rozpoczyna od dzieł, które tradycja Kościoła od wieków uznaje za dokumenty najwyższej wagi – od encyklik. Choć nie mają one takiej mocy wiążącej, jak wypowiedzi ex cathedra, definiujące dogmaty czy stwierdzające świętość poszczególnych wiernych, to jednak stanowią one ten rodzaj nauczania papieskiego, który odnosi się do kwestii o doniosłej wadze dla życia Kościoła, określa jego zwyczajne nauczanie w sprawach wiary i moralności, a zatem zasługuje na szczególną uwagę wiernych.
Encyklika to list okólny (gr. enkyklos), kierowany przez papieża zazwyczaj do całego Kościoła (choć może być adresowany również do wspólnot na określonym terytorium), podejmujący w duchu Ewangelii i Tradycji aktualne problemy nurtujące wierzących. Od najwcześniejszych lat istnienia chrześcijaństwa listy takie były rozsyłane przez Apostołów i ich następców wówczas, gdy pojawiały się spory na temat rozumienia prawd wiary albo zastosowania wskazań moralnych. Za pierwszą encyklikę w dzisiejszym rozumieniu, ze względu na adres obejmujący wszystkie szczeble hierarchii od patriarchów do biskupów, uważa się powszechnie list Ubi primum papieża Benedykta XIV z połowy XVIII wieku. Od tego czasu papieże wielokrotnie posługiwali się tą formą przekazu, aby dać wyraz swoim niepokojom lub wskazywać perspektywy rozwoju Kościoła w konkretnych, historycznych okolicznościach.
Ojciec Święty Jan Paweł II przykładał wielką wagę do tego typu dokumentów i z dużą starannością je redagował. Nie miał wątpliwości, że w powszechnym rozumieniu są one uznawane za dokumenty najważniejsze, i dlatego starał się, aby ich treść była głęboko zakorzeniona w nauce Ewangelii i Tradycji Kościoła, a równocześnie by ich forma była jak najbardziej przystępna dla współczesnych. Napisał czternaście encyklik, z których trzy uważał za najważniejsze, programowe. Sam dał temu wyraz w książce Pamięć i tożsamość, pisząc: „Trzeba dotknąć tajemnicy Boga i stworzenia, a w szczególności tajemnicy człowieka. Są to tajemnice, którym starałem się dać wyraz w pierwszych latach mego posługiwania na Stolicy św. Piotra poprzez encykliki Redemptor hominis, Dives in misericordia oraz Dominum et Vivificantem. Cały ten tryptyk odpowiada w istocie trynitarnej tajemnicy Boga. Wszystko, co zawiera się w encyklice Redemptor hominis, przyniosłem z sobą z Polski. Również refleksje zawarte w Dives in misericordia były owocem moich doświadczeń duszpasterskich zdobytych w Polsce, a w sposób szczególny w Krakowie. Przecież tam znajduje się grób siostry Faustyny Kowalskiej, której Chrystus pozwolił być szczególnie natchnioną wyrazicielką prawdy o Bożym miłosierdziu. (...) Encyklika o Duchu Świętym Dominum et Vivificantem ma już swój rzymski rodowód. Dojrzewała nieco później. Zrodziła się z medytacji nad Ewangelią św. Jana, nad tym, co Chrystus mówił podczas Ostatniej Wieczerzy. Właśnie w tych ostatnich godzinach ziemskiego życia Chrystusa otrzymaliśmy chyba najpełniejsze objawienie o Duchu Świętym”.
Warto zauważyć, że Jan Paweł II nie zastosował tu klasycznej kolejności, wynikającej z Credo: od Ojca, przez Syna do Ducha Świętego. Rozpoczął od encykliki o Synu Bożym, Odkupicielu. Zgodnie z duchem II Soboru Watykańskiego tak wyjaśniał ten wybór: „Odkupiciel człowieka Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii. (...) «Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna» (Hbr 1,1n), przez Syna-Słowo, który stał się człowiekiem i narodził się z Dziewicy. W tym zbawczym wydarzeniu dzieje człowieka w Bożym planie miłości osiągnęły swój zenit. Bóg wszedł w te dzieje, stał się – jako człowiek – ich podmiotem, jednym z miliardów, a równocześnie Jedynym! Ukształtował przez swe Wcielenie ten wymiar ludzkiego bytowania, jaki zamierzył nadać człowiekowi od początku.
Ukształtował w sposób definitywny, ostateczny – w sposób Sobie tylko właściwy, stosowny dla swej odwiecznej Miłości i Miłosierdzia, z całą Boską wolnością – a równocześnie z tą szczodrobliwością, która pozwala nam wobec grzechu pierworodnego i wobec całej historii grzechów ludzkości, wobec manowców ludzkiego umysłu, woli i serca, powtarzać z podziwem słowa: «O szczęśliwa wino, któraś zasłużyła mieć takiego i tak potężnego Odkupiciela!» (Hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej)” (Redemptor hominis, 1).
Do tego trynitarnego programu życia Kościoła i duchowego rozwoju każdego z wierzących Ojciec Święty powróci jeszcze dwukrotnie. Wpierw w cyklu katechez poświęconych Credo, a potem w ciągu trzech lat przygotowania do przeżycia Wielkiego Jubileuszu Roku 2000 i do wejścia w nowe tysiąclecie chrześcijaństwa. Zawsze jednak w centrum rozważań będzie stawiał odkupieńcze dzieło Chrystusa, w którym wypełnił się zamysł Boży, a równocześnie otworzyła się perspektywa całego życia i misji Kościoła, aż wypełnią się w dniu ponownego przyjścia Pana i ostatecznej realizacji Królestwa Bożego.
Tajemnica Odkupienia była również punktem wyjścia do medytacji Jana Pawła II nad rolą Maryi w Kościele oraz nad misyjnym powołaniem wspólnoty wierzących. Świadczą o tym tytuły dwóch kolejnych encyklik: Redemptoris Mater i Redemptoris missio. Wpierwszej z nich, wychodząc od biblijnej koncepcji udziału Matki Bożej w dziele Jej Syna, Ojciec Święty powraca do głównych tez katolickiej mariologii, aby je przypomnieć i wskazać na ich aktualność. Czynił to w przekonaniu, że „Błogosławiona Dziewica Maryja w dalszym ciągu «przoduje» Ludowi Bożemu. Jej wyjątkowe «pielgrzymowanie wiary» wciąż staje się punktem odniesienia dla Kościoła, dla osób i wspólnot, dla ludów i narodów, poniekąd dla całej ludzkości” (Redemptoris Mater, 6). W drugiej encyklice Ojciec Święty wyjawia swe zobowiązujące przekonanie, że „nikt wierzący w Chrystusa, żadna instytucja Kościoła nie może uchylić się od tego najpoważniejszego obowiązku: głoszenia Chrystusa wszystkim ludom” (Redemptoris missio, 3). Dlatego stara się wskazać źródła i sposoby misyjnego zaangażowania wszystkich: biskupów, kapłanów i osób konsekrowanych, a także ludzi świeckich.
Już pięć lat przed ukazaniem się encykliki misyjnej, Jan Paweł II podjął temat zadania głoszenia Ewangelii aż po krańce świata. Uczynił to w kontekście apostolskiej działalności Cyryla i Metodego. W 1985 roku przypadało 1100-lecie śmierci Metodego. Z tej okazji Ojciec Święty napisał encyklikę Slavorum Apostoli. Już samo wystosowanie encykliki na rocznicę śmierci świętego jest znaczący. Świadczy, że Jan Paweł II chciał nadać historii Apostołów Słowian jak najwyższe znaczenie. Podkreślenie wagi ich misyjnego dzieła służyło z jednej strony przypomnieniu zachodniej Europie, że istnieje „drugie płuco”, którym też może w pełni oddychać Kościół, a z drugiej – wskazaniu na wartość inkulturacji, której prekursorami byli właśnie Bracia Sołuńscy. Polega ona na głoszeniu Chrystusa i Jego Ewangelii w języku oraz w kulturowym kontekście ludów, do których Kościół jest posłany z misją ewangelizacji.
Biorąc do ręki ten zbiór, czytelnik znajdzie trzy encykliki, które na pierwszy rzut oka zdają się odbiegać od głównego wątku papieskich dokumentów – od Chrystusowego dzieła Odkupienia. Jeśli jednak głębiej przeanalizować treść Laborem exercens, Sollicitudo rei socialis i Centesimus annus, można przekonać się, że również te encykliki, w których poruszane są tematy społeczne, nie są pozbawione religijnego odniesienia do zbawczego dzieła Syna Bożego. Nawiązując do nauki zawartej w encyklice Rerum novarum Leona XIII, Ojciec Święty podjął aktualne kwestie związane z rzeczywistością świata pracy. Ujęcie tematu jest oczywiście personalistyczne: to człowiek jako osoba nadaje pracy godność, nie odwrotnie. Wynika to jednak nie tyle stąd, że to człowiek wytwarza narzędzia pracy i decyduje o jej celowości, ile z faktu, że – jak to ujął Papież – „człowiek «jest pierwszą i podstawową drogą Kościoła» i to właśnie w oparciu o niezgłębioną tajemnicę Odkupienia w Chrystusie” (Laborem exercens, 1). Kościół i jego widzialna Głowa medytują nad ludzką pracą właśnie dlatego, że rajski wyrok skazujący człowieka na zdobywanie pożywienia w pocie czoła (por. Rdz 3,19) w Chrystusie utracił wymiar kary. Po trudzie Krzyża wszelki ludzki wysiłek nobilituje, a nie poniża. Jednak, aby tak było, sami ludzie powinni starać się widzieć pracę w perspektywie rozwoju człowieczeństwa, a nie smutnej konieczności. A dotyczy to nie tylko pracujących, ale – może nawet przede wszystkim – pracodawców.
Encyklika Sollicitudo rei socialis, traktująca o „społecznej trosce Kościoła o autentyczny rozwój człowieka i społeczeństwa, czyli taki, który zachowuje szacunek dla osoby ludzkiej we wszystkich jej wymiarach oraz służy jej rozwojowi” (nr 1), ogłoszona w dwudziestolecie encykliki Pawła VI Populorum progressio, również odnosi się do aktualnych problemów w kontekście teologicznym. Wychodząc od etycznego i kulturowego ujmowania kwestii społecznych, zaprezentowanego przez Pawła VI, Jan Paweł II usiłuje wykazać, że odniesienia religijne mogą w twórczy sposób wpływać na kształt relacji międzyludzkich. „Bóg bogaty w miłosierdzie, Odkupiciel człowieka, Pan i Dawca życia wymaga od ludzi określonych postaw, wyrażających się również w spełnianiu bądź unikaniu pewnych czynów wobec bliźniego” (nr 37). Brak poszanowania dla tego Boskiego wymagania, streszczającego się w przykazaniach z „drugiej tablicy”, jest podstawowym źródłem niesprawiedliwości, która boleśnie dotyka poszczególne osoby i całe społeczności. Zwracając się przede wszystkim do ludzi wierzących, Papież wzywa do kierowania się w życiu społecznym tą miłością, którą Chrystus objawił i dopełnił w dziele Odkupienia. Jest przekonany, że „nasze osobiste zaangażowanie zjednoczone z ofiarą Chrystusa nie będzie daremne, lecz jak Jego ofiara – z pewnością przyniesie owoce” (nr 48).
Trzecia encyklika społeczna powstała w stulecie Rerum novarum papieża Leona XIII, stąd jej tytuł: Centesimus annus. Nawiązując do wciąż aktualnej myśli swego poprzednika, Jan Paweł II podejmuje kwestie społeczne w kontekście przemian, jakie miały miejsce w Europie na przełomie 1989 i 1990 roku, kiedy narody uciskane przez reżimy komunistyczne zdołały zdemaskować wewnętrzny błąd tej ideologii i dzięki solidarności wyzwolić się spod jej przemożnego wpływu. Papież wyraża przekonanie, że „kryzys marksizmu nie oznacza uwolnienia świata od sytuacji niesprawiedliwości i ucisku, z których marksizm, traktując je instrumentalnie, czerpał pożywkę” (nr 26). Dlatego proponuje poszukującym „nowej, autentycznej teorii i praktyki wyzwolenia” (tamże), by oparli się nie tylko na doktrynie społecznej Kościoła i nauce o osobie ludzkiej, odkupionej przez Chrystusa, ale także na konkretnym zaangażowaniu Kościoła w zwalczanie przejawów niesprawiedliwości społecznej (por. tamże). Czyni to w oparciu o prawdę wyrażoną już w Redemptor hominis,że „człowiek jest drogą Kościoła”. I znowu powraca do tajemnicy Odkupienia, która wyznacza Kościołowi program działania: „Wynika to stąd, że Kościół nie może opuścić człowieka i że «ten człowiek jest pierwszą drogą», po której winien kroczyć Kościół w wypełnianiu swojego posłannictwa (...), drogą wytyczoną przez samego Chrystusa, drogą, która nieodmiennie prowadzi przez Tajemnicę Wcielenia i Odkupienia”.
Właśnie troska o człowieka stworzonego na obraz i podobieństwo Boże i odkupionego przez Chrystusa dyktowała Janowi Pawłowi II wymagającą encyklikę Evangelium vitae. Sam wyraził to w słowach: „Człowiek jest powołany do pełni życia, która przekracza znacznie wymiary jego ziemskiego bytowania, ponieważ polega na uczestnictwie w życiu samego Boga. Wzniosłość tego nadprzyrodzonego powołania ukazuje wielkość i ogromną wartość ludzkiego życia także w jego fazie doczesnej. (...) Równocześnie to nadprzyrodzone powołanie uwydatnia względność ziemskiego życia mężczyzny i kobiety. Nie jest ono jednak rzeczywistością «ostateczną», ale «przedostateczną»; jest więc rzeczywistością świętą, która zostaje nam powierzona, abyśmy jej strzegli z poczuciem odpowiedzialności i doskonalili ją przez miłość i dar z siebie ofiarowany Bogu i braciom” (nr 2). Papież wnikliwie analizuje wszelkie przejawy zagrożenia życia ludzkiego, z jakimi ludzkość boryka się dzisiaj, i nie przestaje wzywać do jego poszanowania od poczęcia do naturalnej śmierci.
Dwie encykliki, które wypada zaprezentować na końcu, dotyczą ludzkiej zdolności poznawania prawdy i odpowiedzialności, jaka wynika z tego poznania w odniesieniu do wiary i moralności. W chronologicznie pierwszej encyklice Veritatis splendor Jan Paweł II sformułował założenie: człowiek „w głębi serca stale tęskni za absolutną prawdą i pragnie w pełni ją poznać, czego wymownym dowodem są niestrudzone poszukiwania, jakie (...) prowadzi na każdym polu i w każdej dziedzinie. Jeszcze dobitniej tego dowodzi jego poszukiwanie sensu życia” (nr 1). W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera odpowiedź na pytania: Co powinienem czynić? Jak odróżnić dobro od zła? Potrzebne jest jasne kryterium oceny. Dlatego Papież stwierdza, że „wydaje się konieczna refleksja nad całością nauczania moralnego Kościoła, której konkretnym celem jest przypomnienie niektórych fundamentalnych prawd doktryny katolickiej w kontekście współczesnych prób ich podważenia lub zniekształcenia” (nr 4). Podejmuje zatem tę refleksję, z odwagą stając przy prawdzie, jaką Bóg objawił w Piśmie Świętym i w Tradycji Kościoła.
Druga encyklika nosi tytuł: Fides et ratio, a podtytuł: „O relacjach między wiarą a rozumem”. Jan Paweł II, wracając myślą do swej encykliki Redemptor hominis, przypomina, że jednym z zadań Kościoła jest „diakonia prawdy”. Ta posługa prawdy realizuje się przez aktywne włączanie się dzieci Kościoła w ogólnoludzki wysiłek poszukiwania prawdy oraz dzielenie się prawdą odnalezioną na poszczególnych etapach doświadczenia i refleksji. Jeśli Papież mówi o posłudze, daje tym samym do zrozumienia, że Kościół nie rości sobie pretensji do posiadania całej i jedynej prawdy. Dlatego jest stale otwarty na dialog ze wszystkimi, którzy uczciwie ją zgłębiają.
We wprowadzeniu do encykliki Ojciec Święty pisze, że pragnie kontynuować myśl zawartą w Veritatis splendor, „skupiając się na zagadnieniu samej prawdy oraz na jej fundamencie w relacji do wiary” (nr 6). Robi to, pokazując najpierw, że dla Kościoła najważniejszą jest prawda o Bogu i o człowieku objawiona w Jezusie Chrystusie. Jest to jednak prawda otwarta na tajemnicę, której nie można zgłębić samym rozumem. Dlatego odkrywanie prawdy absolutnej dokonuje się również przez wiarę. Chociaż – stwierdza Papież – historyczne okoliczności sprawiły oddalenie się wiary i filozofii, to jednak nie pozostają one we wzajemnej sprzeczności. Dlatego też kieruje „głośne i zdecydowane wezwanie, aby wiara i filozofia odbudowały ową głęboką jedność, która uzdalnia je do działania zgodnego z ich naturą i respektującego wzajemną autonomię. Odpowiedzią na odwagę wiary musi być odwaga rozumu” (nr 48).
II Sobór Watykański stwierdził, że „źródłem i zarazem szczytem całego życia chrześcijańskiego” jest Eucharystia. Nie dziwi zatem fakt, że zwieńczeniem papieskiego nauczania zawartego w encyklikach jest dokument rozpoczynający się od słów: Ecclesia de Eucharistia vivit – Kościół żyje dzięki Eucharystii. Jest to encyklika teologicznie bardzo głęboka, a zarazem bardzo osobista. Przytoczę tylko słowa, które wyrażają nowe ujęcie tajemnicy, a równocześnie – personalne odniesienie Jana Pawła II: „Gdy myślę o Eucharystii, patrząc na moje życie kapłana, biskupa i następcy św. Piotra, wspominam spontanicznie wiele chwil i miejsc, w których dane mi było ją sprawować. (...) Różnorodna sceneria moich Mszy św. sprawia, iż doświadczam bardzo mocno uniwersalnego – można wręcz powiedzieć: kosmicznego – charakteru celebracji eucharystycznej. Tak, kosmicznego! Nawet wtedy bowiem, gdy Eucharystia jest celebrowana na małym ołtarzu wiejskiego kościoła, jest ona wciąż poniekąd sprawowana na ołtarzu świata. Jednoczy niebo z ziemią. Zawiera w sobie i przenika całe stworzenie. Syn Boży stał się człowiekiem, aby w najwyższym akcie uwielbienia przywrócić całe stworzenie Temu, który je stworzył z niczego. I w ten sposób On – Najwyższy i Wieczny Kapłan – wchodząc do odwiecznego sanktuarium przez swoją krew przelaną na Krzyżu, zwraca Stwórcy i Ojcu całe odkupione stworzenie. Czyni to przez posługę kapłańską Kościoła, na chwałę Najświętszej Trójcy. Doprawdy jest to mysterium fidei, dokonujące się w Eucharystii: świat, który wyszedł z rąk Boga Stwórcy, wraca do Niego odkupiony przez Chrystusa” (nr 8).
I tak zamyka się klamra spinająca całość magisterium Jana Pawła II wyrażonego w formie encyklik. Dzieło Odkupienia dokonane przez Bożego Syna, najważniejszy akt w dziejach człowieka jest dla Papieża punktem wyjścia, centrum i zwieńczeniem każdej refleksji. Krzyż i zmartwychwstanie to źródło światła, w którym można dostrzec najgłębszy sens wszystkich wymiarów naszego ludzkiego istnienia. Niech lektura zebranych tu dokumentów pozwoli Czytelnikom zatopić się w tym świetle.
ks. Paweł Ptasznik
WSTĘP DO ENCYKLIKI REDEMPTOR HOMINIS
Pierwsza encyklika Jana Pawła II Redemptor hominis („Odkupiciel człowieka”) została
podpisana 4 marca 1979 roku – wkrótce po rozpoczęciu pontyfikatu. W swojej ostatniej
książce (Pamięć i tożsamość) Papież napisał o tej encyklice, że „przywiózł ją [do Rzymu]
z Polski”. To znaczy, że ona dojrzewała w nim już w czasie krakowskim, że była „karmiona”
polskim niebem i polskim doświadczeniem. Uważny czytelnik odnajdzie wiele myśli,
zawartych na jej kartach, już w tekście rekolekcji wygłoszonych przez kardynała Karola
Wojtyłę na Watykanie w marcu 1976 roku (Znak sprzeciwu).
Pierwszą encyklikę, pierwszy dokument tej rangi, można odczytać jako program teologiczny i duszpasterski zaczynającego się pontyfikatu. Jaka jest „metodologia” tego programu? Do kogo jest on skierowany? Szukając odpowiedzi na te pytania, przeczytajmy jedno tylko zdanie z encykliki Redemptor hominis: „Kościół nie przestaje słuchać Jego [Chrystusa] słów, odczytuje je wciąż na nowo, każdy szczegół Jego życia odtwarza z największym pietyzmem” (nr 7). Zadaniem Kościoła jest zatem, z jednej strony, „wsłuchanie w słowo”, z drugiej zaś – odtwarzanie „każdego szczegółu życia” Jezusa Chrystusa. Trzeba to słowo (i życie Pana) odczytywać „wciąż na nowo” – każde bowiem pokolenie (tak jak każdy człowiek) zadaje Chrystusowi ciągle nowe pytania; a one mogą odsłaniać takie obszary znaczeń, które, być może, nie były dotąd dla nas wyraźne i czytelne.
A zatem „Kościół słucha”, lecz – to rzecz bardzo ważna! – „tych słów słuchają nie tylko chrześcijanie”. Intencją Papieża jest mówienie do chrześcijan, do Kościoła, ale i do „ludzi, którzy nie potrafią na razie powiedzieć wraz z Piotrem: «Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego»” (nr 7).
Można by rzec, iż ta encyklika jest dokumentem poszukiwań języka, który uczyniłby słowa Ewangelii zrozumiałe nie tylko dla „domowników Bożych”, lecz także dla tych, którzy nie spotkali się z Chrystusem. I dla tych, którzy są przekonani o prawdziwości opozycji: albo Bóg, albo człowiek.
Czy to papieskie przemawianie nie tylko do chrześcijan było owocne? Odpowiedzią na to pytanie jest, moim zdaniem, sposób, w jaki świat żegnał Jana Pawła II w chwili jego odchodzenia do domu Ojca.
Encyklika nosi tytuł: „Odkupiciel człowieka”. Dlaczego człowiek musi dostąpić odkupienia i na czym ono polega? Powiedzmy krótko: Bóg stworzył człowieka – tak jak cały świat – bardzo dobrym. Dopiero wtedy, gdy człowiek zerwał przymierze z Bogiem, stworzenie – przez grzech – „zostało poddane marności”. Tę marność można opisywać w różny sposób. Papież – profesor filozofii! – używa tu słowa, które często pojawiało się w myśli nowożytnej: „alienacja”.
Co to znaczy: alienacja? W sytuacji „poddania marności” człowiek jest obcy drugiemu.
I dalej: jest on niepogodzony ze sobą samym, jest sobie samemu obcy. Człowiek zerwał przymierze z Bogiem, przez co zagubił siebie. Co jest konieczne, żeby ponownie odzyskać siebie? W odpowiedzi na to pytanie pada zdanie kluczowe dla całej encykliki: „Człowiek nie może żyć bez miłości” (nr 10).
Nie jest to teza wyłącznie teologiczna – jest to także zdanie psychologiczne, antropologiczne. W myśli Jan Pawła II miłość bowiem to klucz do zrozumienia człowieka.
(Dodajmy, że Papieżowi nie chodzi tu o gatunek, rodzaj ludzki, ale o osobę). „Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa” (nr 10).
Mamy tu wnikliwą, antropologiczną analizę „działania” miłości. A jednocześnie, gdy w miejsce „miłości” wprowadzimy słowa: „Jezus Chrystus”, będziemy mieli do czynienia z teologią.
W pięknej książce Martina Bubera Droga człowieka według opowieści chasydów znalazłem opowieść o tym, jak rabbi Mendel z Kocka zapytał uczonych Żydów, gdzie jest mieszkanie Boga. Oni się śmiali, bo przecież było dla nich oczywiste, że cały świat jest mieszkaniem Boga. Ale rabbi z Kocka był od nich mądrzejszy i powiedział: „Bóg mieszka tam, gdzie człowiek Go wpuści”.
No właśnie: czy mam odwagę wpuścić Chrystusa – Miłość do swojego życia? Nauczanie Jan Pawła II szuka najgłębszej podstawy pozwalającej człowiekowi zrozumieć siebie. „Człowiek – powiada Ojciec Święty – chce zrozumieć siebie do końca, nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar...” (nr 10). Takich kryteriów jest wiele. Znamy rozmaite „definicje” człowieka, ale co stanowi o jego istocie, co jest samym rdzeniem prawdy o człowieku? Papieska odpowiedź na to pytanie to zarazem wyznanie wiary: człowiek zrozumie siebie tylko wtedy, gdy przyjmie do końca Chrystusa.
Wjaki sposób ma się to dokonać? Człowiek „musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością (...) przybliżyć się do Chrystusa” (nr 10). To nie znaczy, że mamy wyrazić aprobatę dla grzechu; to znaczy, że musimy zrozumieć swoją słabość, niepokój... Innymi słowy: trzeba stanąć w prawdzie wobec samego siebie.
Skoro mowa o „przybliżaniu do Chrystusa”, czytamy w tej encyklice zadziwiające słowa, że człowiek „musi niejako w Niego wejść z sobą samym” (nr 10). Co to znaczy: „wejść w Chrystusa”? To więcej niż Go poznać; trzeba się z Nim utożsamić, trzeba całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia „zasymilować”, uczynić własną. W jakim celu? „Aby siebie odnaleźć” – mówi Papież.
Jan Paweł II idzie tu za myślą Soboru. W tekście konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes znajdujemy słowa mówiące o tym, że Objawienie odsłania nam nie tylko rzeczywistość Boga, ale także rzeczywistość człowieka.
„Wejście w Chrystusa” „owocuje nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym” (nr 10). To jest właśnie przyjęcie Miłości... Jakże nieufni jesteśmy wobec niej; tyle doświadczeń życiowych mówiło nam, że każda miłość jest złudna.
Ale przecież tu nie chodzi o abstrakcję, ideę miłości, ale o Chrystusa, który jest Wcielonym Synem Bożym.
I jeszcze jedno zdanie, które jest, moim zdaniem, rewelacją: „głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem” (nr 10).
Rozumiem to tak: Ewangelia jest nie tylko objawieniem Boga człowiekowi, ale także...
objawieniem człowieka Bogu. Bóg chce, żeby każdy z nas objawił Mu swoje serce. Jeżeli Bóg mieszka tam, dokąd wpuści Go człowiek, to właśnie Jezus Chrystus jest Tym, kogo mam wpuścić, „przyswoić”, „zasymilować” – aby wielbić Boga i zdumieć się nad tym, kim jestem...
A oto inny, głęboko teologiczny fragment omawianej encykliki: „Wszystkie drogi Kościoła prowadzą do człowieka. (...) Człowiek jest drogą Kościoła” (nr 14). Powiedzmy jasno: te zdania są rewolucją! (Warto przypomnieć, iż teologowie do tej pory powtarzali, że to „Kościół jest drogą człowieka”). Każą nam one – w pewnym sensie na nowo – usłyszeć wezwanie: „Nie lękajcie się!”, tym razem jednak Ojcu Świętemu idzie o Kościół: „Nie lękajcie się Kościoła!”.
Wjednej z katechez (z 24 lipca 1991 roku) znalazłem słowa, które wyraźnie pokazują, iż Jan Paweł II miał świadomość konieczności zdobycia przez Kościół nowej wiarygodności.
Papież mówi tam, że spotyka się z powiedzeniem: „Chrystus – tak, Kościół – nie”. Jego odpowiedź na to jest przemyślana: „Chrystus – tak, a Kościół – dlatego tak, że Chrystus”.
Klucz do relacji Chrystusa i Kościoła stanowi tajemnica Wcielenia: Kościół jest kontynuacją Wcielenia – i dlatego Słowo, które „stało się ciałem i zamieszkało między nami” (ważne jest to słówko „między”; dostęp do Słowa mamy bowiem nie w przestrzeni geometrycznej, ale w przestrzeni międzyludzkiej), „zamieszkuje” dziś w Kościele. Nasi bracia w monoteizmie, muzułmanie, wierzą, że słowo stało się Księgą. My, chrześcijanie, nie jesteśmy ludem Księgi – jesteśmy ludem Słowa, które stało się żywym Ciałem. Ewangelia to nie jest litera. Ewangelia to Duch Święty, który został dany ludziom i przenika ich serca, budując Ciało Chrystusa i sprawiając Jego obecność między nami „po wszystkie dni, aż do skończenia świata” (por. Mt 28,20).
Ta Boska obecność przenika nas, członków Kościoła – niemniej pozostajemy nadal ludźmi grzesznymi. Skoro zaś w Kościele istnieje grzech, to on (Kościół) musi wciąż siebie uwiarygodniać – wobec świata i siebie samego. Musi trwać w stanie nawrócenia. Właściwy dlań jest stan reformy: Ecclesia semper reformanda. To znaczy, że Kościół powinien ciągle powracać do źródeł, aby tam, u Chrystusa, uczyć się i czerpać moc do tego, żeby naprawdę być drogą. To Chrystus jest drogą do domu Ojca; zadanie Kościoła polega na pomaganiu ludziom, by odkrywali drogę do Jezusa.
Zasadniczą drogą Kościoła jest Jezus Chrystus. On „jest też drogą do każdego człowieka”. I – jak podkreśla autor encykliki – „nie chodzi o człowieka «abstrakcyjnego», ale rzeczywistego, o człowieka «konkretnego», «historycznego». Chodzi o człowieka «każdego»...” (nr 13).
Chrześcijańska wizja człowieka – wizja powszechna – jest jednocześnie indywidualistyczna, bowiem każdego Ojciec wzywa jego własnym imieniem i każdy ma swą jedyną i niepowtarzalną drogę. „Człowiek (...) – każdy z osobna (gdyż jest właśnie «osobą») – ma swoją własną historię życia, a nade wszystko swoje własne «dzieje duszy»” (nr 14). I to właśnie ten człowiek (nie tłum) jest pierwszą, podstawową drogą Kościoła.
Rozumiem to jako zdanie powinnościowe, a nie opisowe: nie jest tak, ale tak ma być! Służebność Kościoła wobec człowieka (która może czasem oznaczać także konieczność walki – o człowieka) to wielkie zadanie, które postawił przed Kościołem Jan Paweł II. To jego, Kościoła, uwierzytelnienie. Powinniśmy wszyscy to zadanie przemyśleć...
o. Jan Andrzej Kłoczowski OP
o. prof. dr hab. Jan Andrzej Kłoczowski OP, filozof religii; Papieska Akademia Teologiczna w Krakowie i Uniwersytet
Jagielloński
Encyklika
REDEMPTOR HOMINIS
Ojca Świętego Jana Pawła II
W KTÓREJ U POCZĄTKU SWEJ PAPIESKIEJ POSŁUGI
ZWRACA SIĘ DO CZCIGODNYCH BRACI W BISKUPSTWIE,
DO KAPŁANÓW, DO RODZIN ZAKONNYCH,
DO DROGICH SYNÓW I CÓREK KOŚCIOŁA
ORAZ DO WSZYSTKICH LUDZI DOBREJ WOLI
Czcigodni Bracia i Drodzy Synowie,
Pozdrowienie i Apostolskie Błogosławieństwo!
I DZIEDZICTWO U KRESU DRUGIEGO TYSIĄCLECIA
1 ODKUPICIEL CZŁOWIEKA Jezus Chrystus jest ośrodkiem wszechświata i historii. Do
Niego zwraca się moja myśl i moje serce w tej doniosłej godzinie dziejów, w której znajduje
się Kościół i cała wielka rodzina współczesnej ludzkości. Oto bowiem czas, w którym Bóg
w swoich tajemniczych zamiarach powierzył mi po moim umiłowanym poprzedniku Janie
Pawle I posługę powszechną związaną ze Stolicą św. Piotra w Rzymie, ogromnie się już
przybliżył do roku dwutysięcznego. Trudno jeszcze w tej chwili powiedzieć, co będzie
oznaczał ów rok na zegarze dziejów ludzkości, jaką okaże się datą dla poszczególnych ludów
i narodów, krajów i kontynentów, choć zapewne niejedno staramy się już teraz przewidywać.
Dla Kościoła, dla Ludu Bożego, który – chociaż nierównomiernie – rozprzestrzenił się już jednak na całą ziemię aż po jej krańce, będzie to rok wielkiego Jubileuszu. Zbliżamy się do daty, która przyjmując wszelkie poprawki wymagane przez ścisłość chronologiczną – przypomni nam i odnowi w sposób szczególny świadomość tej kluczowej prawdy wiary, której dał wyraz św. Jan na początku swej Ewangelii: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14), a na innym miejscu: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16).
Jesteśmy więc poniekąd w okresie nowego Adwentu, w okresie oczekiwania. „Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna” (Hbr 1,1 n.), przez Syna-Słowo, który stał się człowiekiem i narodził się z Dziewicy. W tym zbawczym wydarzeniu dzieje człowieka w Bożym planie miłości osiągnęły swój zenit. Bóg wszedł w te dzieje, stał się – jako człowiek – ich podmiotem, jednym z miliardów, a równocześnie Jedynym! Ukształtował przez swe Wcielenie ten wymiar ludzkiego bytowania, jaki zamierzył nadać człowiekowi od początku.
Ukształtował w sposób definitywny, ostateczny – w sposób Sobie tylko właściwy, stosowny dla swej odwiecznej Miłości i Miłosierdzia, z całą Boską wolnością – a równocześnie z tą szczodrobliwością, która pozwala nam wobec grzechu pierworodnego i wobec całej historii grzechów ludzkości, wobec manowców ludzkiego umysłu, woli i serca, powtarzać z podziwem te słowa: „O szczęśliwa wino, któraś zasłużyła mieć takiego i tak potężnego Odkupiciela!” (hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej).
PIERWSZE SŁOWA NOWEGO PONTYFIKATU 2 Do tego więc Chrystusa-Odkupiciela zwróciły się moje myśli i serce w dniu 16 października, gdy po kanonicznie dokonanym wyborze postawiono mi pytanie: „Czy przyjmujesz?”. Odpowiedziałem wówczas: „W posłuszeństwie wiary wobec Chrystusa, mojego Pana, zawierzając Matce Chrystusa i Kościoła – świadom wielkich trudności – przyjmuję”.
I dzisiaj tę moją odpowiedź jawnie powtarzam, aby była wiadoma wszystkim bez wyjątku i aby tłumaczyła, że posługa, która wraz z przyjęciem wyboru na Biskupa Rzymu i Następcę Apostoła Piotra stała się na tej Stolicy moim szczególnym obowiązkiem, jest związana z tą właśnie pierwszą i podstawową prawdą Wcielenia.
Przyjąłem również te same imiona, jakie wybrał mój umiłowany poprzednik Jan Paweł I. Już bowiem w dniu 26 sierpnia, kiedy wobec Świętego Kolegium ujawnił, że chce się nazywać Jan Paweł – a ta dwoistość imienia była bez precedensu w historii – dostrzegłem w tym jakby wymowny znak łaski na drodze nowego pontyfikatu. A ponieważ pontyfikat ten trwał tylko 33 dni, wypada mi go nie tylko kontynuować, ale niejako podjąć w samym punkcie wyjścia, o którym świadczy naprzód wybór tych dwu właśnie imion. Przyjmując je w ślad za moim umiłowanym poprzednikiem, pragnę przez to – mniemam, że podobnie jak On – dać wyraz umiłowania dla tego szczególnego dziedzictwa, jakie pozostawili papieże Jan XXIII i Paweł VI, oraz gotowości jego kontynuowania z Bożą pomocą.
Poprzez te dwa imiona i dwa pontyfikaty nawiązuję łączność z całą tradycją tej świętej Stolicy, z wszystkimi poprzednikami w wymiarze tego dwudziestego stulecia i w wymiarze stuleci poprzednich, łącząc się coraz dalszymi jakby etapami z całą tą ciągłością posłannictwa i służby, która wyznacza szczególne miejsce Stolicy Piotrowej w Kościele. Jan XXIII i Paweł VI stanowią etap, do którego bezpośrednio pragnę nawiązywać – próg, od którego wspólnie poniekąd z Janem Pawłem I zamierzam iść ku przyszłości, kierując się tym bezgranicznym zaufaniem oraz posłuszeństwem wobec Ducha, którego Chrystus Pan obiecał i zesłał swojemu Kościołowi. Mówił wszakże do Apostołów w przeddzień swojej męki: „pożyteczne jest dla was moje odejście, bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do nas, a gdy odejdę, poślę Go do was” (J 16,7). „Gdy jednak przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku” (J 15,26 n.). „Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy i oznajmi wam rzeczy przyszłe” (J 16,13).
W ZAWIERZENIU DUCHOWI PRAWDY I MIŁOŚCI 3 W głębokim zawierzeniu Duchowi Prawdy podejmuję bogate dziedzictwo współczesnych nam pontyfikatów. Jest to zaś dziedzictwo głęboko osadzone w tej świadomości Kościoła, której w mierze przedtem nieznanej przysłużył się Sobór Watykański II, zwołany i zapoczątkowany przez Jana XXIII, z kolei zaś szczęśliwie doprowadzony do końca i wytrwale realizowany przez Pawła VI, na którego działalność mogłem patrzeć z bliska, podziwiając Jego głęboką mądrość i odwagę, a równocześnie wytrwałość i cierpliwość w niełatwym posoborowym okresie pontyfikatu. Jako sternik Piotrowej łodzi Kościoła zachował On opatrznościowy spokój i równowagę nawet w momentach krytycznych, które tą łodzią zdawały się wstrząsać od wewnątrz, utrzymując niezachwianą ufność dla jej spoistości.
To bowiem, co poprzez Sobór naszych czasów „Duch powiedział Kościołowi”, co w tym Kościele mówi „wszystkim Kościołom” (Ap 2,7), nie może – pomimo doraźnych niepokojów – służyć czemu innemu, jak tylko jeszcze dojrzalszej spoistości całego Ludu Bożego, świadomego swej zbawczej misji.
Tę to właśnie współczesną świadomość Kościoła uczynił Paweł VI pierwszym tematem swej podstawowej encykliki zaczynającej się od słów, Ecclesiam suam, do której niech mi będzie wolno przede wszystkim się odwołać i przede wszystkim nawiązać w tym pierwszym, niejako inauguracyjnym dokumencie obecnego pontyfikatu. Stale pogłębiająca się świadomość oświecanego i prowadzonego przez Ducha Świętego Kościoła, zarówno jego Boskiej tajemnicy, jak też ludzkiego posłannictwa, a nawet wszystkich ludzkich słabości, jest i musi pozostać pierwszym źródłem miłości tego Kościoła – tak jak miłość ze swej strony przyczynia się do ugruntowania i pogłębienia świadomości. Świadectwo takiej niesłychanie wyostrzonej świadomości Kościoła pozostawił nam Paweł VI. Poprzez wszystko, co składa się na Jego pontyfikat, niejednokrotnie naznaczony cierpieniem, uczył nas tej nieustraszonej niczym miłości Kościoła, który – jak głosi Sobór – jest „niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” 1 .
W NAWIĄZANIU DO PIERWSZEJ ENCYKLIKI PAWŁA VI 4 I dlatego świadomość Kościoła musi łączyć się z jego wszechstronną otwartością, aby wszyscy mogli w nim znajdować owe „niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3,8), o którym mówi Apostoł Narodów. Taka otwartość, organicznie połączona ze świadomością własnej istoty, z pewnością własnej prawdy – tej, o której powiedział Chrystus: „nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca” (J 14,24) – stanowi o apostolskim, czyli posłanniczym dynamizmie Kościoła. Właśnie w imię tego dynamizmu, Kościół, wyznając i głosząc bez żadnego uszczerbku prawdę otrzymaną od Chrystusa, pozostaje równocześnie „w dialogu”, który Paweł VI w swojej encyklice Ecclesiam suam nazwał „dialogiem zbawienia”, rozróżniając precyzyjnie poszczególne kręgi, w ramach których winien być prowadzony2 .Gdy dzisiaj nawiązuję do tej programowej encykliki Pawłowego pontyfikatu, nie przestaję równocześnie dziękować Bogu za to, że ten wielki mój poprzednik, a zarazem prawdziwy ojciec, potrafił – mimo różnych słabości wewnętrznych, których w okresie posoborowym doznawał Kościół – ukazać „ad extra”, „na zewnątrz” jego prawdziwe oblicze. W ten sposób też cała rodzina ludzka, w różnych zakresach swej wielorako zróżnicowanej egzystencji, stała się – jak mniemam – bardziej świadoma tego, jak zasadniczo potrzebny jest jej Kościół Chrystusowy, jego posłannictwo i jego służba. Może nawet czasem ta świadomość okazywała się silniejsza niż różne kierunki krytyki, jakiej Kościół, jego instytucje i struktury, ludzie Kościoła i ich działalność bywały poddawane „al intra”, „od wewnątrz”. Ten wzrost krytycyzmu miał z pewnością różne przyczyny. Jesteśmy pewni, że nie zawsze był on oderwany od autentycznej miłości Kościoła. Z pewnością przejawiała się w nim także dążność do przezwyciężenia tzw. tryumfalizmu, o którym nieraz była mowa w czasie Soboru. Jeśli jednak jest rzeczą słuszną, ażeby Kościół na wzór swego Mistrza, który był „pokorny sercem” (Mt 11,29), również kierował się pokorą, żeby był krytyczny w stosunku do wszystkiego, co stanowi o jego ludzkim charakterze i ludzkiej działalności, żeby nieustannie wiele od siebie wymagał – to równocześnie owa postawa krytyczna musi posiadać słuszne granice. W przeciwnym razie przestaje być twórcza, nie wyraża się w niej prawda, miłość i wdzięczność za łaskę, której właśnie w Kościele i przez Kościół stajemy się uczestnikami. Nie wyraża się w nim także postawa służby, ale chęć rządzenia opinią drugich przy pomocy własnej opinii, zbyt pochopnie nieraz rozpowszechnianej.
Należy się wdzięczność Pawłowi VI za to, że szanując każdą cząstkę prawdy zawartej w jakiejkolwiek ludzkiej opinii, zachował równocześnie tę opatrznościową równowagę 1 II Sobór Wat., Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,1: AAS 57 (1965), 5.
2 Paweł VI, Enc. Ecclesiam suam: AAS 56 (1964), 650 nn.
sternika Łodzi . Kościół, który – poprzez Jana Pawła I – po Nim niejako został mi powierzony, jest Kościołem zapewne nie wolnym od wewnętrznych trudności i napięć, ale równocześnie bardziej wewnętrznie zabezpieczonym wobec przerostów autokrytycyzmu – można powiedzieć – „bardziej krytycznym wobec różnych nieopatrznych krytyk”, bardziej też odpornym wobec różnych „nowinek”, bardziej dojrzałym w duchu „rozeznania”, bardziej uzdolnionym do tego, aby z odwiecznego Skarbu wydobywać „rzeczy nowe i stare” (Mt 13,52), bardziej skupionym na swej własnej Tajemnicy – i przez to wszystko bardziej gotowym służyć posłannictwu zbawienia wszystkich. Bóg bowiem „pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy” (1 Tm 2,4).
KOLEGIALNOŚĆ I APOSTOLSTWO 5 Jest to Kościół – wbrew pozorom – o wiele bardziej zjednoczony wspólnotą służby i świadomością apostolatu. Owo zjednoczenie wyrasta z przypomnianej przez Sobór Watykański II zasady kolegialności, którą sam Chrystus Pan zaszczepił w apostolskim Gronie Dwunastu z Piotrem na czele i którą ciągle odnawia w stale na całym okręgu ziemi rosnącym Kolegium Biskupów, skupionych wokół Następcy św. Piotra i poddanych Jego kierownictwu.
Tę to zasadę kolegialności Episkopatu Sobór nie tylko przypomniał, ale niesłychanie ożywił, zapowiadając między innymi ustanowienie stałej Instytucji, którą Paweł VI definitywnie określił, powołując do życia Synod Biskupów. Działalność tego Synodu nadała jakby nowy wymiar całemu pasterzowaniu Pawła VI, a z kolei odezwała się żywym echem od pierwszych dni pontyfikatu Jana Pawła I, jak też jego niegodnego Następcy.
Ów wymiar okazał się szczególnie na czasie w trudnym okresie posoborowym, kiedy to wspólne i jednomyślne stanowisko Kolegium Biskupiego, ujawniającego zwłaszcza poprzez Synod swoje zespolenie wokół Następcy Piotra, dopomagało w rozproszeniu wątpliwości, a równocześnie wskazywało w wymiarze uniwersalnym właściwe drogi odnowy Kościoła.
Z Synodu też wyrósł między innymi ów zasadniczy impuls ewangelizacyjny, którego wyrazem stała się adhortacja apostolska Evangelii nuntiandi 4 , z taką radością przyjęta jako program odnowy o charakterze apostolskim i duszpasterskim zarazem. W tym samym kierunku poszły również prace ostatniej sesji zwyczajnej Synodu Biskupów – niespełna rok przed śmiercią papieża Pawła VI – poświęconej katechezie, której owoce czekają jeszcze na syntetyczne ujęcie i wypowiedzenie ze strony Stolicy Apostolskiej.
Kiedy mowa o odczuwalnym postępie różnych form, w których wyraża się kolegialność Episkopatu, trudno bodaj nie wspomnieć o konsolidowaniu się w całym Kościele Konferencji Krajowych Biskupów, a także innych struktur kolegialnych o charakterze międzynarodowym czy kontynentalnym. Wchodząc zaś na ślady wielowiekowej tradycji Kościoła, należy uwydatnić działalność różnych synodów – o charakterze lokalnym. Taka bowiem była myśl Soboru, którą Paweł VI konsekwentnie wcielał w życie, ażeby takie od wieków wy3 Tu wypada wymienić ważniejsze dokumenty pontyfikatu Pawła VI. O niektórych z nich on sam mówił w homilii wygłoszonej w czasie Mszy św. w urocz. św. Apostołów Piotra i Pawła w 1978 r.: Enc. Ecclesiam suam: AAS 56 (1964), 609-659; List apost. Investigabiles divitias Christi: AAS 57 (1965), 298-301; Enc. Mysterium fidei: AAS 57 (1965), 753-774; Enc. Sacerdotalis caelibatus: AAS 59 (1967), 657-697; Sollemnis professio fidei: AAS 60 (1968), 433-445; Enc. Humanae vitae: AAS 60 (1968), 481-503; Adhort. apost. Quinque iam anni: AAS 63 (1971), 97-106; Adhort. apost. Evangelica testificatio: AAS 63 (1971), 497-535; Adhort. apost. Paterna cum benevolentia: AAS 67 (1975), 5-23; Adhort. apost. Gaudete in Domino: AAS 67 (1975), 289-322; Adhort. apost. Evangelii nuntiandi: AAS 68 (1976), 5-76.
4 Paweł VI, Adhort. apost. Evangelii nuntiandi: AAS 68 (1976), 5-76.
próbowane struktury Kościoła, a zarazem formy kolegialnej współpracy Biskupów, jak np.
metropolia, nie mówiąc już o każdej z osobna diecezji, pulsowały pełną świadomością swej tożsamości i zarazem swej oryginalności w uniwersalnej jedności Kościoła. Ten sam duch współpracy i współodpowiedzialności udzielał się również kapłanom, jak o tym świadczy powstawanie po Soborze tak wielu Rad Kapłańskich. Przenosił się on również na świeckich, nie tylko potwierdzając dawne formy organizacji apostolskich laikatu, ale także rodząc nowe, często o nowym profilu i niesłychanej dynamice. Poza tym, świeccy świadomi swej odpowiedzialności za Kościół, chętnie podejmowali współpracę z duszpasterzami czy przedstawicielami zakonów w obrębie synodów diecezjalnych czy też rad duszpasterskich w poszczególnych parafiach i diecezjach.
Trzeba to wszystko sobie uświadomić na początku nowego pontyfikatu, dziękując Bogu, wyrażając żywą zachętę wszystkim Braciom i Siostrom, wdzięczną w końcu pamięcią otaczając dzieło Soboru Watykańskiego II oraz wielkich poprzedników, którzy dali początek tej nowej fali życia Kościoła. Jest ona potężniejsza od symptomów zwątpienia, załamania, kryzysu.
DROGA DO ZJEDNOCZENIA CHRZEŚCIJAN 6 A cóż powiedzieć o wszystkich poczynaniach, które wynikły z nowej orientacji ekumenicznej? Niezapomniany papież Jan XXIII z całą ewangeliczną jasnością postawił sprawę zjednoczenia chrześcijan jako prostą konsekwencję woli samego naszego Mistrza Jezusa Chrystusa, wyrażonej tylokrotnie, a zwłaszcza w tych słowach modlitwy wypowiedzianej w Wieczerniku w przeddzień śmierci: „Proszę (...) aby wszyscy stanowili jedno (...) jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie” (J 17,21; por. J 17,11.22 n.; 10,16, Łk 9,49 n. 54). Sobór Watykański II nadał temu zwarty kształt dekretu o ekumenizmie. Papież Paweł VI, posługując się działalnością Sekretariatu Jedności Chrześcijan, wziął na siebie trud pierwszych kroków na drodze realizacji tej jedności. Czy zaszliśmy daleko na tej drodze? Nie wchodząc tutaj w szczegóły możemy śmiało powiedzieć, że osiągnęliśmy na tej drodze prawdziwy i widoczny postęp, że pracowaliśmy wytrwale i konsekwentnie, że czynili to wspólnie z nami przedstawiciele innych Kościołów – i Wspólnot chrześcijańskich, za co jesteśmy im szczerze zobowiązani. Pewne jest także i to, że nie widzimy na tym etapie dziejów chrześcijaństwa i dziejów świata innej możliwości wypełnienia powszechnego posłannictwa Kościoła w dziedzinie ekumenicznej, jak tylko tę, aby rzetelnie, wytrwale, pokornie i odważnie zarazem szukać dróg zbliżenia i jedności, tak jak tego przykład osobisty dał nam papież Paweł VI.
Musimy jej więc szukać bez względu na to, jakie trudności na tych drogach mogą się pojawiać i spiętrzać. Inaczej nie dochowalibyśmy wierności słowu Chrystusa, nie wypełnilibyśmy Jego testamentu. Czy wolno nam na to się ważyć? Są czasem ludzie, którzy widząc trudności, a także ujemnie oceniając skutki zapoczątkowanych starań ekumenicznych, chcieliby wycofać się z tej drogi. Niektórzy nawet wyrażają pogląd, że szkodzi ona sprawie Ewangelii, że przynosi z sobą dalsze rozbicie Kościoła, że wywołuje zamieszanie pojęć w sprawach wiary i moralności, że prowadzi do swoistego indyferentyzmu. Może i dobrze, że rzecznicy takich poglądów ujawniają nam swoje obawy, chociaż i tutaj należy zachować słuszne granice. Rzecz jasna, iż ten nowy etap życia Kościoła domaga się od nas szczególnie świadomej, pogłębionej i odpowiedzialnej wiary. Prawdziwa działalność ekumeniczna oznacza otwartość, zbliżenie, gotowość dialogu, wspólne szukanie prawdy w jej pełnym znaczeniu ewangelicznym i chrześcijańskim, ale żadną miarą nie oznacza i nie może oznaczać zacierania granic tej prawdy wyznawanej i nauczanej przez Kościół. Wobec tych przeto, którzy z jakichkolwiek względów chcieliby odwieść Kościół od szukania uniwersalnej jedności chrześcijan, trzeba raz jeszcze powtórzyć: czy możemy tego nie czynić? Czy wolno nam nie zaufać – przy całej słabości ludzkiej, przy wszystkich obciążeniach wielowiekowej przeszłości – łasce naszego Pana, która się objawiła w ostatnim czasie poprzez tę mowę Ducha Świętego, którą usłyszeliśmy na Soborze? Przecież wówczas zaprzeczylibyśmy tej prawdzie o sobie samych, którą tak wspaniale wyraził Apostoł: „za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się daremna” (1 Kor 15,10).
W inny sposób i w innej mierze należy odnieść to samo do działalności mającej na celu zbliżenie z przedstawicielami innych religii, pozachrześcijańskich, wyrażającej się w dialogu, w spotkaniach, we wspólnej modlitwie, w odkrywaniu tych skarbów ludzkiej duchowości, których – jak dobrze wiemy – nie brak również wyznawcom tych religii. A czy niejednokrotnie zdecydowane przekonania w wierze wyznawców religii pozachrześcijańskich – będące również owocem Ducha Prawdy przekraczającego w swym działaniu widzialny obręb Mistycznego Ciała Chrystusa – nie mogłoby wprawić w zakłopotanie chrześcijan, tak nieraz zbyt skłonnych do powątpiewania w prawdy objawione przez Boga i głoszone przez Kościół, zbyt pochopnych w rozluźnianiu zasad moralności i torowaniu dróg etycznego „permisywizmu”? Szlachetna jest gotowość rozumienia każdego człowieka, analizowania każdego systemu, przyznawania racji wszystkiemu co słuszne – nie może ona jednak oznaczać gubienia pewności własnej wiary5 ani też podkopywania zasad moralności, których brak bardzo szybko daje się odczuć w życiu całych społeczeństw, również po swych opłakanych skutkach.
II TAJEMNICA ODKUPIENIA W KRĘGU TAJEMNICY CHRYSTUSA 7 Jeśli drogi, na które Sobór wprowadził Kościół naszego stulecia, które wskazał w swej pierwszej encyklice nieodżałowany papież Paweł VI, nie przestają na długi czas być tymi drogami, po których wszystkim nam kroczyć wypada – to równocześnie na tym nowym etapie słusznie możemy stawiać sobie pytanie: jak? W jaki sposób dalej należy nimi postępować? Co czynić, aby ten nowy Adwent Kościoła, związany ze zbliżającym się kresem drugiego tysiąclecia, przybliżył nas do Tego, o którym Pismo Święte mówi: „Wielkie będzie Jego panowanie”, Pater futuri saeculi? (Iz 9,6). Jest to podstawowe pytanie, które musi sobie stawiać nowy Papież, kiedy w duchu posłuszeństwa wiary przyjmuje Chrystusowe wezwanie tyle razy wyrażone pod adresem Piotra: „paś baranki moje” (J 21,15), co znaczy: bądź pasterzem mojej owczarni, a kiedy indziej znowu: „Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci” (Łk 22,32).
I tutaj właśnie, Drodzy Bracia, a zarazem umiłowani Synowie i Córki, jedna narzuca się odpowiedź, zasadnicza i podstawowa. Jeden zwrot ducha, jeden kierunek umysłu, woli i serca: ad Christum Redemptorem hominis, ad Christum Redemptorem mundi. Ku Niemu kierujemy nasze spojrzenie, powtarzając wyznanie św. Piotra: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego”, bo tylko w Nim, Synu Bożym, jest nasze zbawienie (J 6,68; por. Dz 4,8 nn.). Poprzez całą tak bardzo wraz z Soborem rozbudowaną świadomość Kościoła, poprzez wszystkie warstwy tej świadomości, poprzez wszystkie kierunki działalności, w której Kościół wyraża siebie, odnajduje i potwierdza siebie – stale musimy dążyć do Tego, który jest Głową (por. Ef 1,10.22; 4,25; Kol 1,18), do Tego, „przez którego wszystko się stało i dzięki któremu także my jesteśmy” (1 Kor 8,6; por. Kol 1,17), który równocześnie jest „drogą i prawdą” (J 14,6) i „zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25); do Tego, którego widząc, widzimy także i Ojca (por. J 14,9), do Tego, którego odejście przez Krzyż, a potem Wniebowstąpienie było pożyteczne dla nas (por. J 16,7), ażeby Pocieszyciel przyszedł do nas i stale przychodził: Duch Prawdy (por. J 16,7.13). W Nim są „wszystkie skarby mądrości i wiedzy” (Kol 2,3), Kościół jest Jego Ciałem (por. Rz 12,5; 1 Kor 6,15; 10,17; 12,12.27; Ef 1,23; 2,16; 4,4; Kol 1,24; 3,15), „jest w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” 6 , którego źródłem jest On! On Sam! Redemptor! Kościół nie przestaje słuchać Jego słów, odczytuje je wciąż na nowo, każdy szczegół Jego życia odtwarza z największym pietyzmem. Ale przecież tych słów słuchają nie tylko chrześcijanie. To życie przemawia równocześnie do tylu ludzi, którzy nie potrafią na razie powiedzieć wraz z Piotrem: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16,16). „Chrystus, Syn 6 II Sobór Wat., Konst. dogm. o Kościele Lumen gentium,1: AAS 57 (1965), 5.
Boga żywego”, przemawia do ludzi równocześnie jako Człowiek. Przemawia Jego życie, Jego człowieczeństwo, Jego wierność prawdzie, Jego miłość wszystkich ogarniająca. Przemawia z kolei Jego śmierć na Krzyżu, zdumiewająca głębia cierpienia i oddania. Kościół nie przestaje przeżywać Jego śmierci na Krzyżu i Jego Zmartwychwstania. Są one treścią codziennego życia Kościoła. Z ustanowienia bowiem samego Chrystusa – swojego Pana – Kościół stale sprawuje Eucharystię, znajdując w niej „źródło życia i świętości” (por. Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa), znak skuteczny łaski i pojednania z Bogiem, zapowiedź życia wiecznego.
Kościół żyje Jego tajemnicą, czerpie z niej bez wytchnienia i stale szuka dróg, ażeby tę tajemnicę swojego Mistrza i Pana przybliżać ludzkości: ludom, narodom, coraz nowym pokoleniom, każdemu człowiekowi – jakby wciąż powtarzał za Apostołem: „postanowiłem (...) nie znać niczego więcej, jak tylko Chrystusa, i to ukrzyżowanego” (1 Kor 2,2). Kościół trwa w kręgu Tajemnicy Odkupienia, która stała się najgłębszą zasadą jego życia i jego posłannictwa.
ODKUPIENIE ODNOWIONYM STWORZENIEM 8 Redemptor mundi! W Nim objawiła się niejako na nowo ta podstawowa prawda o stworzeniu, którą Księga Rodzaju wyznaje, powtarzając po tylekroć: „widział Bóg, że było dobre (...) że było bardzo dobre” (por. Rdz 1). Dobro ma swoje źródło w Mądrości i Miłości.
WJezusie Chrystusie świat widzialny, stworzony przez Boga dla człowieka (por. Rdz 1,26 nn.) – świat, który wraz z grzechem został poddany marności 7 – odzyskuje na nowo swą pierwotną więź z samym Boskim źródłem Mądrości i Miłości. Tak bowiem „Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał” (J 3,16). I tak jak w człowieku-Adamie ta więź została zerwana, tak w Człowieku-Chrystusie zostaje ona nawiązana na nowo (por. Rz 5,12 nn.). Czyż do nas, ludzi XX wieku nie przemawiają swą wstrząsającą wymową słowa Apostoła Narodów o stworzeniu, które „aż dotąd jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8,22) i „oczekuje objawienia się synów Bożych...” (Rz 8,19), o stworzeniu, które „poddane jest marności”? Czyż olbrzymi, nieznany przedtem postęp, jaki dokonał się w ciągu tego zwłaszcza stulecia w dziedzinie opanowania świata przez człowieka, nie ujawnia zarazem w stopniu przedtem nieznanym owego wielorakiego „poddania marności”? Wystarczy wspomnieć choćby o takich zjawiskach jak zagrożenie ludzkiego środowiska w miejscach gwałtownej industrializacji, jak wciąż wybuchające i odnawiające się konflikty zbrojne, jak perspektywa samozniszczenia przy pomocy broni atomowej, wodorowej, neutronowej i innych, jak brak poszanowania dla życia nienarodzonych. Czyż świat nowej epoki, świat lotów kosmicznych, nieosiągalnych przedtem zdobyczy nauki i techniki, nie jest równocześnie tym światem, który „jęczy i wzdycha” (Rz 8,22), gdyż wciąż „z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych”? (Rz 8,19).
Sobór Watykański II w swej wnikliwej analizie „świata współczesnego” stale docierał do tego najważniejszego w widzialnym stworzeniu punktu, którym jest człowiek, zstępując – tak jak Chrystus – w głąb ludzkich sumień, dotykając wewnętrznej tajemnicy człowieka, tej którą w języku biblijnym i pozabiblijnym również wyraża „serce”. Chrystus-Odkupiciel świata jest Tym, który dotknął w sposób jedyny i niepowtarzalny tajemnicy człowieka, który wszedł w Jego „serce”. Słusznie przeto Sobór Watykański II uczy: „Tajemnica człowieka wyjaśnia się naprawdę dopiero w tajemnicy Słowa Wcielonego. Albowiem Adam, pierwszy człowiek, był figurą przyszłego, mianowicie Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, już w samym objawieniu tajemnicy Ojca i Jego Miłości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i okazuje mu najwyższe jego powołanie”. I dalej: „Ten, który jest «obrazem Boga niewidzialnego» (Kol 1,15), jest człowiekiem doskonałym, który przywrócił synom Adama podobieństwo Boże, zniekształcone od czasu pierwszego grzechu. Skoro w nim przybrana natura nie uległa zniszczeniu, tym samym została ona wyniesiona również w nas do wysokiej godności.
Albowiem On, Syn Boży, przez wcielenie swoje zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem.
Ludzkimi rękami pracował, ludzkim myślał umysłem, ludzką działał wolą, ludzkim sercem kochał, urodzony z Maryi Dziewicy, stał się prawdziwie jednym z nas, we wszystkim do nas podobny oprócz grzechu” 8. Redemptor hominis!
BOSKI WYMIAR TAJEMNICY ODKUPIENIA 9 Rozważając na nowo te wspaniałe zdania nauki soborowej, nie zapominamy ani na chwilę, że „Jezus Chrystus – Syn Boga żywego, stał się naszym pojednaniem u Ojca” (por. Rz 5,11; Kol 1,20). Że to On właśnie i On jeden uczynił zadość tej odwiecznej miłości, właśnie temu Ojcostwu, które od początku wyraziło się w stworzeniu świata, w obdarowaniu człowieka całym bogactwem tego stworzenia, w uczynieniu go „niewiele mniejszym od istot niebieskich” (Ps 8,6), bo stworzonym na obraz Boży i Bogu podobnego (por. Rdz 1,26) – a z kolei przecież Ojcostwu i miłości niejako odepchniętej przez człowieka wraz ze złamaniem pierwszego Przymierza (por. Rdz 3,6 nn.) i łamaniem tych dalszych, które Bóg wielokrotnie zawierał z ludźmi (por. IV Modlitwa Eucharystyczna). Odkupienie świata – owa wstrząsająca tajemnica miłości, w której niejako na nowo „powtarza się” tajemnica stworzenia9 – jest w swoim najgłębszym rdzeniu „usprawiedliwieniem” człowieka w jednym ludzkim Sercu: w Sercu Jednorodzonego Syna, ażeby mogło ono stawać się sprawiedliwością serc tylu ludzi, w tym Przedwiecznym Jednorodzonym Synu przybranych odwiecznie za synów (por.
Rz 8,29 n.; Ef 1,8) i wezwanych do Łaski, wezwanych do Miłości. Krzyż na Kalwarii, poprzez który Jezus Chrystus-Człowiek, Syn Maryi Dziewicy, przybrany Syn Józefa z Nazaretu – „odchodzi” z tego świata, jest równocześnie nowym otwarciem odwiecznego Ojcostwa Boga, który w Nim na nowo przybliża się do ludzkości, do każdego człowieka, obdarzając go tym trzykroć świętym „Duchem Prawdy” (J 16,13).
W tym objawieniu Ojca, w tym wylaniu Ducha Świętego, które wyciskają jakby niezniszczalną pieczęć na Tajemnicy Odkupienia, tłumaczy się sens krzyża i śmierci Chrystusa. Bóg stworzenia objawia się jako Bóg odkupienia, jako Bóg, który jest wierny Sobie Samemu (por. 1 Tes 5,24), wierny swej miłości do człowieka i do świata, wyrażonej w dniu stworzenia. A miłość Jego nie cofa się przed niczym, czego w Nim Samym domaga się sprawiedliwość. I dlatego Synowi swojemu nie przepuścił, ale Go „dla nas grzechem uczynił” (2 Kor 5,21; por. Ga 3,13). Jeśli „uczynił grzechem” absolutnie Bezgrzesznego, to dlatego, aby objawić miłość, która zawsze jest większa od całego stworzenia, która jest Nim Samym, gdyż „Bóg jest miłością” (1 J 4,8.16). A nade wszystko jest Ona większa od grzechu, od słabości, od „marności stworzenia” (Rz 8,20), potężniejsza od śmierci – stale gotowa dźwigać, przebaczać, stale gotowa wychodzić na spotkanie marnotrawnego dziecka (por. Łk 15,11 nn.), stale szukająca „objawienia się synów Bożych” (Rz 8,19), którzy są wezwani do chwały (Rz 8,18).
To objawienie miłości nazywa się również miłosierdziem10 . To objawienie miłości i miłosierdzia ma w dziejach człowieka jedną postać i jedno imię. Nazywa się: Jezus Chrystus.
LUDZKI WYMIAR TAJEMNICY ODKUPIENIA 10 Człowiek nie może żyć bez miłości. Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą, jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość, jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa. I dlatego właśnie Chrystus-Odkupiciel, jak to już zostało powiedziane, „objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi”. To jest ów – jeśli tak wolno się wyrazić – ludzki wymiar Tajemnicy Odkupienia. Człowiek odnajduje w nim swoją właściwą wielkość, godność i wartość swego człowieczeństwa. Człowiek zostaje w Tajemnicy Odkupienia na nowo potwierdzony, niejako wypowiedziany na nowo. Stworzony na nowo! „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Ga 3,28). Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca – nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty – musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć.
Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg „Syna swego Jednorodzonego dał”, ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3,16).
Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem. Stanowi o posłannictwie Kościoła w świecie – również, a może nawet szczególnie – „w świecie współczesnym”. Owo zdumienie, a zarazem przeświadczenie, pewność, która w swym głębokim korzeniu jest pewnością wiary, ale która w sposób ukryty ożywia każdą postać prawdziwego humanizmu – pozostaje najściślej związane z Chrystusem. Ono wyznacza zarazem Jego miejsce. Jego – jeśli tak można się wyrazić – szczególne prawo obywatelstwa w dziejach człowieka i ludzkości. Kościół, który nie przestaje kontemplować całej tajemnicy Chrystusa, wie z całą pewnością wiary, że Odkupienie, które przyszło przez Krzyż, nadało człowiekowi ostateczną godność i sens istnienia w świecie, sens w znacznej mierze zagubiony przez grzech. I dlatego też to Odkupienie wypełniło się w tajemnicy paschalnej, prowadzącej przez krzyż i śmierć do zmartwychwstania.
Jest to podstawowe zadanie Kościoła we wszystkich epokach, a w szczególności w epoce naszej, aby skierowywał wzrok człowieka, aby skierowywał świadomość i doświadczenie całej ludzkości w stronę tajemnicy Chrystusa, aby pomagał wszystkim ludziom obcować z głębią Odkupienia, która jest w Jezusie Chrystusie. Przez to samo dotykamy równocześnie największej głębi człowieka: ludzkich serc, ludzkich sumień, ludzkich spraw.
TAJEMNICA CHRYSTUSA U PODSTAW MISJI KOŚCIOŁA I CHRZEŚCIJAŃSTWA 11 Sobór Watykański II dokonał olbrzymiej pracy dla ukształtowania owej pełnej i wszechstronnej świadomości Kościoła, o jakiej pisał papież Paweł VI w swej pierwszej encyklice.
Świadomość ta – czy raczej samoświadomość Kościoła – kształtuje się równocześnie „w dialogu”, który zanim stanie się rozmową, musi naprzód być skierowaniem własnej uwagi w stronę „drugiego”, tego właśnie z kim mamy rozmawiać. Sobór Watykański II dokonał podstawowej pracy dla ukształtowania samoświadomości Kościoła właśnie przez to, że tak trafnie i kompetentnie pozwolił nam spojrzeć na ten wielki obszar ludzkości, który pokryty jest „mapą” różnych religii. Ukazał również, jak na tę mapę religii nakłada się – nieznaną przedtem, a znamienną dla współczesności warstwą – zjawisko ateizmu w różnych postaciach, przede wszystkim ateizmu programowego, który jest cechą pewnych systemów politycznych.
Jeśli mowa o religii, to chodzi tu naprzód o religię jako zjawisko powszechne, towarzyszące dziejom człowieka od początku – chodzi z kolei o różne religie pozachrześcijańskie oraz o samo chrześcijaństwo. Dokument, jaki Sobór poświęcił religiom pozachrześcijańskim, jest przede wszystkim pełen głębokiego poszanowania dla wielkich wartości duchowych, owszem – dla pierwszeństwa tego, co duchowe, a co w życiu ludzkim wyraża się poprzez religię, a z kolei przez moralność, promieniując na całą kulturę. Słusznie Ojcowie Kościoła widzieli w różnych religiach jakby refleksy jednej prawdy „semina Verbi” 11 , które świadczą o tym, że na różnych wprawdzie drogach, ale przecież jakby w jednym kierunku postępuje to najgłębsze dążenie ducha ludzkiego, które wyraża się w szukaniu Boga – a zarazem w szukaniu poprzez dążenie do Boga – pełnego wymiaru człowieczeństwa, pełnego sensu życia ludzkiego. Osobną uwagę poświęcił Sobór religii Izraela, wspominając ogromne dziedzictwo duchowe wspólne chrześcijanom i Żydom. Odniósł się z szacunkiem do wyznawców islamu, których wiara chętnie nawiązuje do Abrahama12 .
Poprzez otwarcie, jakiego dokonał Sobór Watykański II, Kościół i wszyscy chrześcijanie mogli osiągnąć jeszcze pełniejszą świadomość tajemnicy Chrystusa. Jest to „tajemnica (...) ukryta od wieków” (Kol 1,26) w Bogu po to, aby objawić się w czasie, aby objawić się w Człowieku Jezusie Chrystusie – i aby wciąż się objawiać, nieustannie, w każdym czasie.
W Chrystusie i przez Chrystusa najpełniej objawił się ludzkości Bóg, najbardziej się do niej przybliżył – i równocześnie w Chrystusie i przez Chrystusa człowiek zdobył pełną świadomość swojej godności, swojego wyniesienia, transcendentnej wartości samego człowieczeństwa, sensu swojego bytowania.
Trzeba przeto, ażebyśmy wszyscy – wyznawcy Chrystusa – spotkali się i zjednoczyli wokół Niego Samego. Zjednoczenie to w różnych zakresach życia, tradycji, ustroju, dyscypliny poszczególnych Kościołów czy Wspólnot kościelnych, nie może dokonać się bez gruntownej pracy zmierzającej do wzajemnego poznania i usunięcia przeszkód na drodze pełniejszej jedności. Jednakże w tym jednym możemy i winniśmy już teraz osiągnąć i ujawnić światu naszą jedność: w głoszeniu tajemnicy Chrystusa, w ujawnianiu Boskiego, a równocześnie ludzkiego wymiaru Odkupienia, w zmaganiu się wytrwałym i niestrudzonym o tę godność, jaką każdy człowiek osiągnął i stale osiąga w Chrystusie, która jest godnością Łaski Bożego przybrania, a równocześnie godnością wewnętrznej prawdy człowieczeństwa, która – skoro w powszechnej świadomości świata współczesnego zasługuje na tak zasadnicze uwydatnienie – jeszcze bardziej się uwydatnia dla nas w świetle tej Rzeczywistości, jaką jest On: Jezus Chrystus.
Jezus Chrystus jest stałym początkiem i nieustającym ośrodkiem Misji, jaką Sam Bóg skierował do człowieka. W tej Misji musimy wszyscy uczestniczyć, musimy skupić w niej wszystkie nasze siły, jest ona bowiem jakby bardziej jeszcze potrzebna ludzkości naszej epoki niż kiedykolwiek. A jeśli Misja ta zdaje się napotykać we współczesnej epoce na opory większe niż kiedykolwiek, to okoliczność ta również świadczy o tym, że jest ona w tej epoce bardziej potrzebna i bardziej – pomimo oporów – oczekiwana niż kiedykolwiek. Dotykamy tutaj pośrednio owej tajemnicy Bożej Ekonomii, która zbawienie i łaskę połączyła z Krzyżem.
Nie na darmo Chrystus mówił, że „Królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je” (Mt 11,12). Mówił też, że „synowie tego świata roztropniejsi są (...) niż synowie światłości” (Łk 16,8). Przyjmujemy chętnie tę naganę, aby jak owi „gwałtownicy Boży”, na których patrzyliśmy tyle razy w dziejach Kościoła i patrzymy także dzisiaj, zjednoczyć się w poczuciu wielkiej misji: okazywać światu Chrystusa, pomagać każdemu człowiekowi, aby odnalazł siebie w Nim, pomagać współczesnemu pokoleniu naszych braci i sióstr, ludom, narodom, ustrojom, ludzkości, krajom, które znajdują się dopiero na drodze rozwoju i krajom „przerostu”, wszystkim – poznawać „niezgłębione bogactwo Chrystusa” (Ef 3,8), bo ono jest dla każdego człowieka. Ono jest dobrem każdego człowieka.
MISJA KOŚCIOŁA A WOLNOŚĆ CZŁOWIEKA 12 W tej jedności Misji, o której stanowi przede wszystkim Sam Chrystus, Kościół i wszyscy chrześcijanie muszą odnaleźć to, co już ich łączy wcześniej, zanim dojrzeje pełne ich zjednoczenie. Jest to jedność apostolska i misyjna – misyjna i apostolska. W tej jedności zbliżamy się do całego wspaniałego dziedzictwa ducha ludzkiego, które wypowiedziało się we wszystkich religiach, jak o tym mówi Deklaracja Soboru Watykańskiego II 13 . Zbliżamy się równocześnie do wszystkich kultur, światopoglądów, do wszystkich ludzi dobrej woli.
Zbliżamy się z tą czcią i poszanowaniem, jakie od czasów apostolskich stanowiły o postawie misyjnej i misjonarskiej. Wystarczy przypomnieć św. Pawła, choćby jego przemówienie na ateńskim Areopagu (Dz 17,22 nn.). Postawa misyjna i misjonarska zaczyna się zawsze w poczuciu głębokiego szacunku dla tego, co „w człowieku się kryje” (J 2,25), dla tego, co już on sam w głębi swojego ducha wypracował w zakresie spraw najgłębszych i najważniejszych – szacunku dla tego, co już w nim zdziałał ten Duch, który „tchnie tam, gdzie chce” (por. J 3,8). Misja nie jest nigdy burzeniem, ale nawiązywaniem i nowym budowaniem, choć praktyka nie zawsze odpowiadała temu wzniosłemu ideałowi. Nawrócenie zaś, które z niej ma wziąć początek – wiemy dobrze – jest dziełem Łaski, w którym człowiek ma siebie samego w pełni odnaleźć.
I dlatego Kościół naszej epoki przywiązuje wielką wagę do tego wszystkiego, co Sobór Watykański II wypowiedział w Deklaracji o wolności religijnej, zarówno w pierwszej, jak i drugiej części tego dokumentu14 . Odczuwamy głęboko zobowiązujący charakter Prawdy, która została nam objawiona przez Boga. Odczuwamy szczególnie wielką za tę prawdę odpowiedzialność. Kościół z ustanowienia Chrystusa jest jej stróżem i nauczycielem, obdarzonym szczególną pomocą Ducha Świętego, aby tej Bożej prawdy wiernie mógł strzec, aby mógł jej bezbłędnie nauczać (por. J 14,26). Spełniając to posłannictwo, patrzymy na samego Jezusa Chrystusa, na Tego, który jest Pierwszym Ewangelizatorem15 , patrzymy również na Jego Apostołów, Męczenników i Wyznawców. Deklaracja o wolności religijnej w sposób przekonywujący ukazuje, jak Chrystus Pan, a z kolei Apostołowie, w przepowiadaniu prawdy, która nie jest ludzka, ale Boża – „Moja nauka nie jest moja, lecz Tego, który Mnie posłał”, (J 7,16) Ojca – postępując z całą mocą ducha, równocześnie zachowują głębokie poszanowanie dla człowieka, dla jego rozumu i woli, dla jego sumienia i wolności 16 . W ten sposób sama osobowa godność człowieka staje się treścią tego przepowiadania, nawet bez słów, ale przez sposób odnoszenia się do niej. Ten sposób dzisiaj zdaje się odpowiadać na szczególną potrzebę naszych czasów. Skoro zaś nie wszystko to, w czym różne systemy, a także poszczególni ludzie, widzą wolność i propagują wolność, okazuje się prawdziwą wolnością człowieka, tym bardziej Kościół w imię swej Bożej misji staje się stróżem tej wolności, która warunkuje prawdziwą godność osoby ludzkiej.
Jezus Chrystus wychodzi na spotkanie człowieka każdej epoki, również i naszej epoki, z tymi samymi słowami: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32); uczyni was wolnymi. W słowach tych zawiera się podstawowe wymaganie i przestroga zarazem. Jest to wymaganie rzetelnego stosunku do prawdy jako warunek prawdziwej wolności. Jest to równocześnie przestroga przed jakąkolwiek pozorną wolnością, przed wolnością rozumianą powierzchownie, jednostronnie, bez wniknięcia w całą prawdę o człowieku i o świecie.
Chrystus przeto również i dziś, po dwóch tysiącach lat, staje wśród nas jako Ten, który przynosi człowiekowi wolność opartą na prawdzie, który człowieka wyzwala od tego, co tę wolność ogranicza, pomniejsza, łamie u samego niejako korzenia, w duszy człowieka, w jego sercu, w jego sumieniu. Jakże wspaniałym potwierdzeniem tego byli i stale są ci wszyscy ludzie, którzy dzięki Chrystusowi i w Chrystusie osiągnęli prawdziwą wolność i ukazali ją, choćby nawet w warunkach zewnętrznego zniewolenia.
A Jezus Chrystus sam – wówczas, kiedy już jako więzień stanął przed trybunałem Piłata, kiedy był przez niego pytany, o co oskarżali Go przedstawiciele Sanhedrynu – czyż nie odpowiedział: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie” (J 18,37)? Tymi słowami, które wypowiedział wobec sędziego w decydującym momencie, jakby raz jeszcze powtórzył wygłoszone ongiś zdanie: „poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Czyż przez tyle stuleci i pokoleń, poczynając od czasów apostolskich, Jezus Chrystus nie stawał wielokrotnie obok ludzi sądzonych z powodu prawdy, czyż nie szedł na śmierć z ludźmi skazywanymi z powodu prawdy? Czyż wciąż nie przestaje On być wyrazem i rzecznikiem człowieka żyjącego „w duchu i prawdzie” (por. J 4,23)? Tak jak nie przestaje nim być wobec Ojca, tak też i wobec dziejów człowieka. Kościół zaś – pomimo wszystkich ludzkich słabości, które są również udziałem jego ludzkich dziejów – nie przestaje podążać za Tym, który powiedział: „nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec. Bóg jest Duchem; potrzeba więc, by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4,23 n.).